Zaprojektować samemu motocyklową kurtkę? Czemu nie? Cz. 1

W końcu blog ten powstał też po to, by odsłonić m.in. kulisy prowadzenia motocyklowego sklepu… Zatem pomyślałem sobie, że czas najwyższy przywołać jedną z historyjek, która pokazuje, że czasem da się wyrwać z motyką na słońce i rzeczywiście dopiąć swego. Wystarczy tylko odrobinę samozaparcia i dużo nieposkromionego szaleństwa. Ale zacznijmy od początku: swego czasu, będąc współwłaścicielem (wraz z żoną) sklepu z motocyklowymi ciuchami, pomyślałem sobie czy nie wykorzystać niecnie faktu współpracy z największymi dystrybutorami wypasionych markowych motocyklowych ciuchów i nie zgarnąć czegoś dla siebie, z powiedzmy sobie szczerze, jakąś fajną zniżką. Przejrzałem katalogi, wybrałem sobie kurtkę marzeń i zadzwoniłem do przedstawiciela jednego z dystrybutorów.Pomyślałem sobie, że gdyby się udało zejść poniżej sklepowej marży, to by było coś, bo mógłbym zapodać super kurtkę za naprawdę niezłą cenę. Może jakoś dla właściciela sklepu i było, nie było, dealera tej marki, zrobią jakąś czadową zniżkę. Przedstawiciel nawet się nie zdziwił takim pomysłem – w słuchawce usłyszałem obiecujące zapewnienie: „Panie Jarosławie, dla pana zrobimy specjalną ofertę”. No super. Czekam. Po kilku dniach przychodzi paczka z kurtką. I co najważniejsze, z naprawdę niezłą ceną. Za kurtkę zapłaciłem i w domu, rozkoszując się wypinaniem z niej kolejnych warstw, zapachem skóry, certyfikowanymi protektorami i całą masą innych bajerów, nagle zobaczyłem zawieruszoną pomiędzy kolejnymi warstwami metkę, której w ferworze pakowania nieuważny pracownik firmy zapomniał zerwać. Potem sprawdziłem w sklepie – na pozostałych kurtkach tego modelu tej marki tej metki nie było. Na mojej i owszem. Napis na metce brzmiał: „Made in Pakistan”…

manufaktura_w_pakistanieManufaktura w Sialkot, jednego z naszych późniejszych pakistańskich partnerów

Coś mnie tknęło. Zacząłem googlować ten cały Pakistan. W końcu znalazłem dość cenną informację – okazało się, że mają tam miasto Sialkot znane z produkcji akcesoriów sportowych i chirurgicznych. Mało tego – szyją tam na przykład skórzane piłki dla Adidasa czy Nike’a, a ich skalpele są używane na salach operacyjnych całego świata. Co więcej, kraj ten okazuje się prawdziwym zagłębiem skór i to doskonałej jakości – dlatego też to właśnie tam szyta jest motocyklowa odzież skórzana największych światowych marek. No tak – pomyślałem w pierwszej chwili – ale kogo z małych sklepikarzy byłoby stać na zamówienie dziesiątek tysięcy kurtek? Ale zaraz, zaraz… Z kolejnej informacji znalezionej w anglojęzycznym necie dowiedziałem się, że nie ma tam jakichś strasznie dużych fabryk – wszystkie te piłki i kombinezony szyją małe, rodzinne szwalnie… Hm… A może by tam zadzwonić i zapytać czy by mi czegoś nie uszyli i za ile? Przyznacie, że myśl śmiała.. No, w sumie tak, ale z drugiej strony jak nie zadzwonię, to się nie dowiem. Następnego dnia zacząłem namierzać pakistańskie firmy specjalizujące się w szyciu ciuchów motocyklowych z Sialkotu. Znalazłem kilkanaście i do wszystkich napisałem maila. Odpowiedziały dwie – jedna, że podejmą współpracę jak zamówię cały statek ciuchów, a druga, żebym sobie wybrał jakiś wzór z ich strony i że mogę zamówić już od kwoty 3 tys. euro, a w razie czego mogą w tych wzorach nawet dokonać dla mnie jakichś zmian. Trop wydawał się dobry, bo jeśli mogą dokonać zmian, to cóż w sumie stoi na przeszkodzie, żeby uszyli coś nowego – coś dokładnie takiego, jak im powiem? Jak dowiedzieli się czego tak naprawdę chcę, dali mi adres skype’owy i poprosili o połączenie. Następnego dnia gadamy przez skypa. Widzę jakieś biuro, a w nim czterech Pakistańczyków. Jeden zdaje się szefuje, a reszta robi za atrakcję wizualną. Gadam zatem z tym szefem – ma na imię Shahid i nie jest w stanie wypowiedzieć mojego nazwiska. Odtąd dla niego będę już „mister dżibs” i „ju ar my friend”. Po półgodzinnej dyskusji (okazuje się, że koleś studiował w Londynie, ale mówi taką angielską platówą, że trzeba się naprawdę przyzwyczaić, żeby skumać o co mu akurat chodzi) wynegocjowałem całkiem niezłe warunki: ja im narysuję jaką bym chciał kurtkę, a oni mi zrobią jej prototyp, czyli jedną sztukę i mi ją wyślą kurierem. Ja zaś mam ją porządnie ze wszystkich  stron obejrzeć i nanieść wszelkie sugestie i poprawki. Co do wszystkiego: skóry, zamków, protektorów, podpinki, klipsów, rzepów, loga i czego bym tam jeszcze nie wymyślił. Wracam do domu, otwieram piwo i obwieszczam żonie, że oto właśnie zostałem światowej klasy projektantem najlepszych na świecie motocyklowych kurtek i mam tylko jeden problem: otóż mianowicie nie potrafię rysować. I w tej sekundzie Dorota zwraca mi uprzejmie uwagę, że brak talentu w dziedzinie rysunków to akurat mój najmniejszy problem. „A czemu?” – pytam z ulgą, bo pewnie znalazła jakieś rozwiązanie. Niestety, sprowadziła mnie szybko na ziemię: „twój główny problem to cło, import do Polski i sprawdzenie czy w ogóle nam to wolno robić”. Okazało się, że było wolno… ale nie było to takie proste…
c.d.n.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.