Motocyklowy 2013 rok we Francji… czyli szkoda gadać!

Właśnie pojawiły się w sieci statystyki sprzedaży motocykli we Francji za rok 2013… Hm… To dziwny kraj… Wprawdzie mam do niego rodzinny sentyment, a do tego to przecież kraj Asterixa, Luisa de Funes, Templariuszy, Rennes-le-Château, sięgających po horyzont winnic z przednim, acz wymagającym winem, trufli (a jajecznica z truflami jest najlepsza na świecie), Fantomasa, Café René, Françoisa Pignon i stu tysięcy innych fajnych rzeczy…, ale na polu motocykli od jakiegoś czasu po prostu dają ciała. Byłem tam kilka razy – z różnych powodów. Ale tylko raz (ostatni mam nadzieję) wybrałem się tam samochodem. Francuzi to bowiem wielki naród, niestety o znikomych umiejętnościach prowadzenia pojazdów.

eiffla_bike

Jak ktoś wątpi to spróbujcie rozkminić jakie zasady ruchu obowiązują na rondzie otaczającym Łuk Triumfalny, albo dlaczego Francuz parkuje na środku ulicy swój samochód (zastawiając cały ruch) tylko dlatego, że czuje nagłą potrzebę wypicia cafe serre. Otóż nie wiadomo. Ale najciekawsze jest to, że wszyscy zdają się to mieć głęboko w wiadomo czym. Dal mnie szczytem drogowego wyluzowania był taki obrazek zaobserwowany osobiście nieopodal paryskiego placu Inwalidów: z kamienicy wychodzi pewna młoda osóbka płci żeńskiej, na szpilkach wysokości wieży Eiffla, w kostiumie sugerującym pracę w biznesie. Drepcze na tych szczudełkach do swojego samochodu po drodze mówiąc mi „bonjour” (Francuzki potrafią tak to powiedzieć, że się w człowieku flaki z zachwytu wywracają) i kompletnie nic sobie nie robi z tego, że odległość pomiędzy jej autem, a tym z tyłu i tym z przodu wynosi mniej więcej trzy centymetry. Ja w tym czasie stoję (po tym „bonjour” zdołałem już pozbierać szczenę z asfaltu) i zastanawiam się: „no cwaniaro mała, ciekawe jak teraz wyjedziesz?”. Tymczasem „cwaniara mała” bez zastanowienia wrzuca jedynkę i wali z całej siły w samochód przed nią przesuwając go o kilkanaście centymetrów, po czym to samo czyni z samochodem stojącym z tyłu. Następnie swobodnie odjeżdża kompletnie nie zwracając uwagi na spore wgniecenia we wszystkich trzech samochodach. Ja tymczasem odprowadzam ją wzrokiem, zbierając szczenę z asfaltu po raz drugi. Ale to nie jest jeszcze pełen obrazek francuskich zwyczajów drogowych. Otóż na miejskich drogach popyla niewiarygodna ilość skuterów. Tak wielka, że naprawdę momentami nie da się jechać. Skutery są wszędzie i otaczają samochód zewsząd. I ma się wrażenie, że skutery dosiadają jedynie kobiety. W płaszczach, pelerynkach, szpileczkach i w czym byśmy tam jeszcze chcieli. Ok, tyle moje francuskie drogowe doświadczenia. I do tej pory myślałem, że to jedyny, dość zaburzony, obraz motocyklowej Francji. Zarejestrowany przez pryzmat tylko jednej samochodowej wycieczki i podyktowany jedynie obserwacjami wielkomiejskich zwyczajów. Bo przecież weźmy rzecz na zdrowy rozum. Po pierwsze mają tam ciepło. No, może nie wszędzie i nie przez cały rok, ale w takiej Prowansji czy Langwedocji w sumie sezon motocyklowy mógłby trwać cały rok. Do tego niezłe drogi, majestatyczne widoki (np. taki Montsegur) i niewiarygodnie wielka ilość miejsc wartych zwiedzania. No, po prostu aż się prosi o to, by Francuzi kochali duże cruisery, choppery, turystyki, którymi mogą zwiedzać i poznawać swój piękny kraj. Motocykle, na których można się wybrać na ostrygi w Arcachon i na procesję w Saintes-Maries-de-la-Mer. A tu, niestety, niespodzianka! Francuzi jakoś, mimo znakomitego klimatu i możliwości, nie kumają motocyklizmu chopperowego, turystycznego, cruiserowego. W przywołanym w tytule zestawieniu pierwszy (no, powiedzmy) cruiser to HD Sportster XLH 1200X zajął dopiero 32 miejsce z oszałamiającym wynikiem sprzedaży: 953 sztuki. No cóż… Muszę chyba przemyśleć swoją miłość do Francji jeszcze raz…

Tutaj całe zestawienie sprzedaży motocykli i skuterów na rynku francuskim za 2013 r.:
http://news.motorbiker.org/blogs.nsf/dx/france-top-50-new-motorcycle-sales-in-2013.htm

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Motocyklowy 2013 rok we Francji… czyli szkoda gadać!

  1. Nano pisze:

    Nie zgodzę się ze zdaniem iż Francuzi (albo Włosi, którzy jeżdżą podobnie) mają nikłe umiejętności prowadzenia pojazdów. Pomijam oczywiście ekstrema – wszelkie Loeby i Ogiery, ale nawet zwykli kierowcy w Paryżu czy innym Lyonie jeżdżą dużo lepiei i płynniej niż np. Polacy lub Niemcy.
    Jak się zapali zielone to wszyscy ruszają na raz – u nas może 5 aut przejedzie na jednej zmianie świateł, u nich 15 i jeszcze 10 jednośladów. Nie ma czegoś takiego jak niewykorzystana przestrzeń między samochodami, która się marnuje. Z przerażeniem patrzyłem jak Francuzi dojeżdżający do pracy na T-Maxach czy MP3-kach w centrum Paryża prują międzypasem 100 na godzinę z włączonymi awaryjnymi. Ale jakoś nigdy nikt nie otwiera złośliwie drzwi ani nie zajeżdża im drogi. Wszystko doskonale funkcjonuje.
    A to że auta poobcierane? Auta mają jeździć, a nie wyglądać. Jedni mają błyszczące Range Rovery, które parkują na parkingach strzeżonych, a inni Smarty i Cedwójki, które stoją byle gdzie i się rysują – nikomu to nie przeszkadza.

    A teraz odnosząc się do sprzedaży motocykli we Francji – ani trochę mnie to nie dziwi. Jednoślady służą tam do praktycznych celów, typu dojazd do pracy tak aby ominąć korki, a jeśli do turystyki to kupuje się np. jakieś BMW. Po co komu niepraktyczny, drogi, ciężki i niewygodny cruiser?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.