I po zdrapce…

Cóż było robić? Opcje były dwie: albo znajduję w okolicy jakiegoś przyjaznego Węgra ze stodołą, w której zgodzi się za opłatą przechować motocykl aż po niego wrócę z lawetą, albo też w jakiś magiczny sposób uruchomię sprzęta tak, by na nim wrócić do domu. Najpierw zrobiłem to, co najpilniejsze – usunąłem się ze skrzyżowania w jakieś bezpieczne miejsce. Skoro silnik odpalił… Hm… Wsiadłem i przejechałem 500 m do najbliższej zatoczki w ocienionym miejscu, żeby dać sobie i czas i możliwość jakiegoś ogarnięcia problemu. Oczywiście, że przejechałem bez hamulców i kiedy już mi się wydawało, że się udało – tuż przed wypatrzoną zatoczką hamulce zablokowały się na maksa. Stoję, klnę jak szewc i nie wiem co zrobić. I wtedy przypomniało mi się, że mam w sakwie śrubokręt – wziąłem i wbiłem go z całej siły w tylne klocki i…. hampel puścił. Mogłem przejechać do zatoczki. Sukces! Pierwszy tego dnia. Tamże zadzwoniłem do kumpla („Potfur” dzięki!) i po krótkiej, technicznej konsultacji postanowiłem spróbować uszczelnić i odpowietrzyć układ hamulcowy. Niezmordowany Robert w tym czasie pojechał poszukać kompletu kluczy (niedziela rano, odludzie gdzieś na wschodnich Węgrzech, czyli pojechał niczym Argonauci po złote runo – raczej bez szans). Ja tymczasem, znalezionym w sakwie śrubokrętem, próbowałem odkręcić śrubki w zbiorniczku na płyn hamulcowy z takim skutkiem, że jednej śrubie ukręciłem łeb… Znaczy się katastrofa za katastrofą… W końcu wraca Robert i – o dziwo – z nowiutkim kompletem kluczy – okazało się, że ledwie kilkanaście mil dalej znalazł Tesco!

Zaczynam kombinować… Może w układzie zostało trochę płynu? Odkręcam kluczem zaworek przy kole, pompuję klamką, zakręcam i… coś tam zaczyna hamować. Na razie mało, ale jest to sygnał, że nie wszytko stracone. Mała ilość płynu podpowiada, że bez otwarcia zbiorniczka nie odpowietrzę układu, więc wpadam na z pozoru dziwny pomysł – próbuję odpowietrzyć tam, gdzie się rozszczelnił. Luzuję śrubkę przy klamce… pompuję… przyciskam klamkę… i na maksa dokręcam śrubę…. Klamka zaczyna działać. Mniej więcej w dwóch trzecich zasięgu zaczyna łapać hampel. Nie wierząc, że to możliwe, na wszelki wypadek robię kilometr, żeby się upewnić czy da się jechać. Da się… Wprawdzie droga hamowania wydłuża się prawie dwukrotnie, ale jest nadzieja, że jakoś powolutku dojadę do domu.

I w ten oto sposób poobijany (mniej więcej po godzinie od zdarzenia puszcza adrenalina i zaczynam czuć ból całego ciała, jakby mi ktoś spuścił niezłe manto) kulam się przez 500 km i dojeżdżam do garażu, w którym wypijam dwa piwa należne zwycięzcom, którzy się nigdy nie poddają. Wprawdzie już za Bielskiem pojawia się mały problem – otóż po zmroku okazuje się, że wbita w motocykl lampa świeci w górę, więc nie dość, że nie widzę gdzie jadę, to jeszcze na wypadek policyjnego patrolu… ech… szkoda gadać. Na szczęście Robert eskortuje mnie do samego garażu, jadąc tak, żebym widział drogę i żebym nie stanowił zagrożenia dla jej innych użytkowników.

Jaki jest morał z tej przygody? Po pierwsze taki, że nie znamy dnia ani godziny… Taka atrakcja mogła się przydarzyć wszędzie, w każdej chwili, każdemu motocykliście. Gdybym nie miał na sobie spodni i kurtki z protektorami, to najprawdopodobniej miast siedzieć teraz w domu leżałbym w węgierskim szpitalu ze złamaniami i podrywał węgierskie pielęgniarki (no co? mam słabość do tego zawodu:-) ). A z drugiej strony warto sobie postawić pytanie: czy mógłbym tego zdarzenia uniknąć? Nie wiem… Możliwe, że tak… Ale  teraz to tylko gdybanie… Kiedyś w zaświatach (mam nadzieję) usiądę przy piwie z Najwyższym, który na boskim ekranie wyświetli mi to zdarzenie w zwolnionym tempie i skomentuje: „zobacz stary… w tym momencie miałeś zrobić delikatny przeciwskręt, odczekać chwilę, minąć garba i dopiero potem odkręcić manetkę i rura…” No cóż… Dzięki stary, że mogę jeszcze trochę na tym padole pośmigać!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.