तथता, takość czyli motocyklizm filozoficzny…

तथता – takość, czyli wschodnia istota bytu, jest dość trudnym do przełożenia terminem na jakikolwiek język zrozumiały przez reprezentantów kultury zachodniej. W dużym skrócie chodzi o akceptację rzeczy takimi, jakie są. W tej koncepcji cokolwiek się przydarza, nie powinno stawać się iskrą do walki z rzeczywistością. Powinno zostać zaakceptowane. Takim, jakim jest. I już. Niestety, dzisiaj wraz z moim motocyklowym kumplem „Potforem” próbowaliśmy złamać tę zasadę. I jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie, bo rzeczy są, jakie są. Dokładniej mówiąc: miałem jutro pojechać na motocyklowy zlot, ale motorek w ostatniej chwili odmówił przysłowiowej posługi. Walczyliśmy, przekonywaliśmy, kombinowaliśmy i nic. Rzeczy są, jakie są, co oznacza, że jutro nigdzie nie jadę….

tathataKiedyś pewien mój znajomy udał się do medium. Medium opowiadało oczywiście niestworzone rzeczy, ale przy okazji wypowiedziało następujące zdanie: „28 stycznia 2015 roku nie wychodź z domu, bo jak wyjdziesz, to będziesz miał ciężki wypadek”. No niby śmieszne, ale z drugiej strony kumpel na wszelki wypadek 28 stycznia siedział w domu i nie wychodził. Nie że od razu uwierzył medium biorącemu za wizytę 70 zł, ale… no właśnie… a jak się coś stanie? I tutaj sięgamy pewnego delikatnego uczucia niepokoju, które ładuje się w nas mimo wszystko, mimo całego naszego racjonalnego rozumowania. Bo co, jeśli wszechświat komunikuje nam w jakiś sposób, by jednak czegoś nie robić? Czegoś, na co mamy akurat wielką ochotę? Może dzisiejsza przegrana walka z motocyklową dętką (spróbujcie o siedemnastej po południu na dzień przed Bożym Ciałem znaleźć warsztat, który zechce przetrzymać swoich pracowników dłużej dla waszej durnej dętki) coś jednak mówi? Może mimo wielkich chęci nie powinienem jutro rano robić na motocyklu tych prawie dwustu kilometrów? Może wszechświat złośliwie uczynił tę dętkę tak oporną, że po załataniu jednej dziury, wyskakują cztery kolejne, a potem jeszcze osiem, by nie dać nam z „Potforem” najmniejszej szansy na opanowanie sytuacji? Cholera wie… I tutaj przypomina mi się piękna historia o mulle Nasrudinie – sufickim mędrcu występującym w wielu ichnich przypowieściach. Otóż w pewnym miasteczku, na jednej z głównych ulic zerwał się z powrozu narowisty ogier. Wierzgał, kąsał, kopał i nie dał się okiełznać. Zablokował w ten sposób pół miasta. Zatem zebrał się w okół ogiera spory tłum próbujący uradzić jak rozwiązać problem. Żadne jednak sposoby nie działały – ogier wierzgał, gryzł i kopał i nie było na to rady. W końcu ktoś z tłumu wypatrzył w oddali zbliżającego się mułłę Nasrudina. „Jak to dobrze – wykrzyknął ten ktoś – że zbliża się ku nam wielki mędrzec. On na pewno znajdzie wyjście z tej sytuacji!” Mułła Nasrudin podszedł, zobaczył co się dzieje i… poszedł inną drogą. Znamy to zresztą z powiedzenia: „nie ma co się kopać z koniem!”, prawda? Zatem pozostaje takość (तथता) – akceptacja rzeczy takimi jakimi są. Nie jadę jutro na motocyklowy zlot. Siedzę teraz i piję piwo. I już…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „तथता, takość czyli motocyklizm filozoficzny…

  1. potf pisze:

    Cóż, ja nadal rozpatruję to w kategoriach bardziej praktycznych, niż filozoficznych. Sprowadza się to do prostego stwierdzenia „no zjebaliśmy, kolego”… Za szybko chcieliśmy to skończyć – może za mało delektowaliśmy się zen?

    • Big Biker pisze:

      Ja mam kolego mam taką teorię – to była pierwsza ever nasza wspólna spanneringowa aktywność, w której pośpiech zastąpił degustację piwa. Zatem zen i piwo… I to niezłe i to nie do pogardzenia:-)

  2. salon suzuki pisze:

    Zen i piwo to synonimy przecież 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.