Najgorsze nazwy motocykli

No cóż.. świat jest jednocześnie wielki i mały. Wielki, bo różnorodny, a mały, bo mające budzić pozytywne emocje nazwy motocyklowych modeli, a czasem marek, delikatnie mówiąc, wydają się trochę dziwne. Bo czy na pewno chcielibyśmy jeździć na motocyklu w kraju, w którym nazwa naszej wspaniałej maszyny oznacza infekcję układu moczowego? Przyjrzyjmy się jakie są (subiektywnie wybrane) najgorsze nazwy motocykli:
valkyrie

Słoń

Zacznijmy od włoskiego enduro produkowanego we włoskiej firmie Cagiva w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku o dźwięcznej i jakże nietrafionej nazwie: „Elefant”. Były to całkiem zgrabne off-roady tworzone z sześcioma rożnymi silnikami, od 125-tki, aż po 900-tkę, która potrafiła się rozpędzić do 190 km/h. Co więcej, słonik z największym silnikiem ważył zaledwie 190 kg., co dawało mu naprawdę potężnego kopa. I ten oto motocykl określono mianem słonia? To się nazywa strzał we własne marketingowe kolano… To jakby sprzedawać lekkie i zwrotne Ferrari sloganem „Zapakujesz do niego szafę, teściową i kryształowy żyrandol, po czym powolutku, ale za to z mozołem, dowieziesz to wszystko gdzie trzeba!”

Żelazna dziewica

Niestety, nazwowa wtopa przydarzyła się również firmie Yamaha (a piszę to z bólem, bo mam sentyment do wszystkich „japończyków”) pod postacią jakże popularnie zwanego „wirówką” modelu Virago. Otóż źródłosłów jest i owszem dzielny, ale już wykonanie nie bardzo. Miano to bowiem sięga tradycji hellenistycznej i dotyczy kobiet (mówiąc delikatnie) o cechach płciowej transgresji, czyli (sorry za generalizację) takich, które przyjmują i eksponują cechy przypisywane mężczyznom: siłę, agresję i przemoc. I niestety oprócz wielu pozytywnych konotacji, słowo „virago” miało również negatywną. Używano go jako wyraz pogardy dla pań hałaśliwych, dominujących, czy też starających się  za wszelką cenę wchodzić w męskie role. Co oczywiście nie przeszkodziło brytyjskiej marynarce nazwą Virago ochrzcić kilku swoich okrętów. Jakbyśmy jednak nie byli uprzejmi, musimy przyznać, że miano to oznacza dużą siłę, dominację, moc itd. Niestety, ta nazwa do malutkiego choperka (nawet przy pojemności 1100 wygląda jak zabawka) pasuje jak pięść do nosa, no chyba, że autorzy tego pomysłu mieli od początku świadomość, że w starożytnym Rzymie słowo „virago” było używane z dużą dozą ironii.

Imitacja albo zostaw mnie w spokoju

Harley Davidson też się nie ustrzegł wpadki. W latach sześćdziesiątych ub. w. produkowano prościutkiego, małego hadeka o nazwie Scat. Oczywiście w założeniach chodziło o możliwość szybkiej ucieczki („uciekać” to najczęstsze znaczenie słowa „scat”), ale słówko to ma kilka innych znaczeń, dużo częściej pojawiających się w mowie potocznej. Między innymi oznacza ono: „odczep się, zostaw mnie w spokoju” oraz specyficzny jazzowy styl wokalny oparty na imitowaniu – naśladowanie dźwięków rzeczywistych instrumentów. Pamiętacie przebój „Scatman world” z 1994 r. niejakiego Johna Paula Larkina występującego pod pseudonimem Scatman John? To właśnie wokal w stylu „scat”. Jak nie trudno się domyśleć, ani znaczenie „odwal się” ani też „imitacja” jakoś nie przypadło do gustu bikerom i Harley Davidson wycofał tę nazwę zaledwie po dwóch latach od jej wprowadzenia na rynek.

Miejsce napraw i poległych

Czas na Hondę, bo przecież historia nazwowych wpadek nie mogła nikogo pominąć. Czyż nazwa Varadero nie brzmi fajnie? Przecież oznacza świetnego turystyka enduro produkowanego przez piętnaście lat i to wersji od 125-tki po 1100! Pierwszy raz zaprezentowano to cacko na motocyklowych targach w Monachium w 1998 r. i od tego czasu, wraz z równie kultowym Transalpem, stanowi przedmiot westchnień wielu bikerów. Jednak jego nazwa… No, właśnie. Varadero w języku hiszpańskim oznacza tę część portowego doku, która jest przeznaczona do naprawy statków. Mówiąc „varadero” hiszpanie myślą „nadaje się do naprawy”. Czy można było za pomocą nazwy bardziej skrzywdzić taki fajny motocykl? Nie mam doświadczeń z Varadero, ale jakoś do tej pory nie słyszałem, by była to maszyna jakoś szczególnie awaryjna… Mylę się?
Ale to, niestety, nie jedyna wtopa Hondy… Kolejną jest nazwa jakże wspaniałej linii motocykli Valkyrie. W mitologi nordyckiej nazywano tak córki Odyna, których głównym zadaniem, było odprowadzenie poległych w walce do Walhalli – miejsca ich wiecznego spoczynku. Trochę dziwnie siedzieć na motocyklu, który wziął swą nazwę od „towarzyszek śmierci”, prawda? To tak, jakby wsiadając na Valyrię, szykować się do ostatniej drogi… Brrrr… Droga Hondo… ten marketingowy zabieg ci się wyjątkowo nie udał…

Infekcja układu moczowego

Jak to możliwe, że motocykl nazwany od budzącego szacunek pasma górskiego ciągnącego się ponad dwa tysiące kilometrów albo od rzeki o tej samej nazwie, może budzić takie kontrowersje? O Uralach pisałem już wystarczającą ilość razy… tym razem odpuśćmy sobie jego historię. Nie mniej jednak warto dodać, że w amerykańskiej nowomowie słowo „ural” kojarzy się przede wszystkim z infekcją układu moczowego, na co wskazują prześmiewcze wpisy na motocyklowych forum amerykańskich bikerów. No cóż – od słowa „urinal” (pisuar) do „ural” jak widać wiedzie krotka droga…

 

 

 

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.