Co ty wiesz o …orzeszku?

Dokładnie wczoraj internetowa wersja miesięcznika „Świat Motocykli” opublikowała materiał PR-owy firmy Fireweed Inc., która puściła w komunikatach prasowych info o tym, że znany polski aktor Bogusław Linda właśnie nabył drogą kupna (domyślam się że z 90% rabatem) motocykl ich produkcji. Taki trochę miejski custom „szybki i z klasą” i inne sralis mazgalis wypowiadane z szybkością karabinu maszynowego przez przedstawicieli firmy. Czy jest w tym coś złego? Absolutnie nie. Zrobili motorek i się nim słusznie chwalą. Pozyskali Lindę do reklamy swojego sprzęta… I się nim słusznie chwalą. Motorek zrobili na bazie Harleya Davidsona Sportstera 1200 (deczko obśmianego w „Gangu dzikich wieprzy”) i też się tym słusznie chwalą. Więc zapytacie co jest nie tak? Właściwie nic. Nie ruszyło mnie w tej informacji ani jedno słowo. Ot, marketing, motocykl i aktor… I już. Ruszył mnie natomiast pierwszy komentarz, który się pod tym niusem pokazał. Cytuję w całości:
„Kolejny pseudo-motocyklista, który uważa, że jest nieśmiertelny i ma skórę z azbestu… i orzeszek bez homologacji za 60 pln mu starczy za ochronę. Co gorsza, jako osoba publiczna, taką wizję motocyklisty propaguje.”
Co tak zeźliło komentatora? Otóż to, że Linda propaguje jazdę w orzeszku i bez kurtki. Hm… Zastanowmy się przez chwilę. A może tak spojrzeć na to z drugiej strony i zauważyć, że tego całego Lindę z jego nawykami po prostu „srał pies”. A co mi do tego, w czym i jak kolo popyla na motorku? Zaliczy zdrapkę? Ok. O ile nie zrobi krzywdy innym, to jego nienaruszalne prawo. Może sobie jeżdzić na czym chce, w czym chce i bez czego chce. I może sobie zginąć w dowolnie wybrany sposób – może się udusić kluską, albo polec na planie „Psów 17, czyli naprawdę ostatnie krwawienie”.
Przecież tak naprawdę przymus posiadania kasku podczas dosiadania motocykla jest jednym z najbardziej sztucznych nakazów odbierających człowiekowi jego podstawowe prawo do samostanowienia. Czy w przypadku jazdy bez kasku na motocyklu komukolwiek zagrażam? Nie, jedynie sobie. Zatem sam powinienem decydować czy wkładać sobie jakiś garnek na łeb, czy też nie.
Wiem, że niektórych powyższe wyznanie może doprowadzić do szewskiej pasji. Powiecie, co za debil, kolejny idiota propagujący niebezpieczną jazdę i biorący na siebie odpowiedzialność za tych wszystkich początkujących motocyklistów, którzy po lekturze tego tekstu zaczną się zastanawiać czy rzeczywiście potrzebny im jest jakikolwiek kask. A ja odpowiem w prosty sposób – otóż miałem kiedyś motocyklowy sklep, na którego półkach spoczywało kilkadziesiąt różnych kasków najprzeróżniejszych producentów i marek. Z racji posiadania sklepu nie tylko otrzymywałem całe mnóstwo propagandowych materiałów różnych firm – od Stanów, przez Niemcy, Anglię i Francję, po Chiny – w których pokazywano filmiki z kaskowych testów, ale też sam chciałem zdobyć wiedzę i naprawdę dużo na ten temat sobie owego czasu poczytałem. I chcąc być uczciwym muszę przyznać, że 90% najczęściej kupowanych w Polsce kasków (a czyż nie kierujecie się przy zakupie ceną i czyż nie szukacie okazji i nie kupujecie najtańszych na rynku?) nie spełnia żadnych norm bezpieczeństwa. Widziałem wiele kasków po klienckich reklamacjach (nie tylko w naszym sklepie, ale też w hurtowniach przedstawicieli i producentów), które nie wytrzymywały upadku na beton z wysokości półtora metra, a co tu dopiero mówić o rzeczywistym motocyklowym wypadku. Za kaski, które naprawdę przechodzą specjalistyczne testy crashowe i je wytrzymują trzeba zapłacić od tysiąca złotych w górę. A teraz z ręką na sercu przyznajmy się – ilu motocyklistów w Polsce jeździ w takich kaskach? Większość kupowanych u nas kasków to tania chińszczyzna chodząca dla niepoznaki pod innymi markami. Niestety…
Różnica pod względem bezpieczeństwa pomiędzy tymi kupowanymi masowo w naszym kraju kaskami, a Lindowskim orzeszkiem (wygląda na Helda, w którym sam uwielbiam jeżdzić) jest naprawdę żadna. Oby nikt z nas nigdy nie musiał się o tym przekonać…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.