Z motocykla widać więcej…

Kiedy podróżuje się samochodem, odliczając kolejne kilometry dzielące nas od celu podróży, bardzo wiele rzeczy umyka naszej uwadze. Śpieszymy się, chcemy dojechać na czas, a najlepiej przed czasem, a zatem nie „marnujemy” go na zastanawianie się co też takiego przemyka przed naszymi oczami. Co więcej: kabina samochodu tworzy mały, zamknięty świat zorganizowany tak, by czas podróży jakoś w miarę sobie osłodzić. Mamy więc radio, muzykę z iPoda, nawigację serwującą co chwilę głośne komunikaty, klimatyzację i uchwyt na kubek z kawą. Ta mała enklawa zajmuje naszą uwagę, organizuje czas, zaprząta umysł, byśmy mogli osłabić wrażenie, że przemieszczanie się z miejsca na miejsce jest li tylko i wyłącznie traceniem czasu. Na szczęście Bóg stworzył motocykle… Również po to, byśmy po drodze mogli (nie angażując uwagi w nic innego) rozkoszować się poznawaniem. I wtedy właśnie widzimy rzeczy, wydawałoby się małe i bez znaczenia, jakże jednak frapujące. Wczoraj wybrałem się na małą przejażdżkę, chcąc zobaczyć Rumunię, gdzie nie prowadzą turystyczne trakty. Taką prawdziwą, nie na pokaz, od środka. I coś chyba zobaczyłem. Pierwsze to kompletny, architektoniczny, przydrożny chaos. Nowoczesne domy wyrastają tuż obok drewnianych chatynek, monstrualne, kilkupiętrowe wille (w czym akurat lubują się ukraińscy Romowie) stoją tuż obok czegoś, przy czym określenie „gargamel” musielibyśmy uznać za komplement. Co więcej, są miejsca, w których te nowe „gargamele” kopiują mniej lub bardziej udanie kicz starych. Kiedy przemierza się rumuńskie wsie można dostać oczopląsu. Po pierwsze kolory: pastele, złamany błękit i zieleń, a im większe słonce, tym większy blink po oczach. Do tego cała masa szczególików: kolumienki, krużganeczki, tarasiki, balkoniki, okienka… Celowo zdrabniam, bo właśnie takie zdrobnienie to powszechna tutaj tendencja do przyozdabiania otaczającego świata. Mam nadzieję, że będzie to choć odrobinę widać na zdjęciach.

Osobną historię stanowi architektura Romów. Wielopiętrowe „pałace” zwieńczone lśniącymi w słońcu koronami z polerowanej blachy. Im wyżej, tym lepiej. Im bardziej „na bogato” tym większy fan. I kiedy specjalnie pojechałem wczoraj zobaczyć Moctę – małą miejscowość ze społecznością romską – myślałem, że mnie przegonią kiedy będę chciał to fotografować. Gdzie tam? Przed dwoma „pałacami” widocznymi na jednym ze zdjęć, stał dziadek zachwycony tym, że cykam fotki. Jeszcze mi pokazywał, żeby to obejść z drugiej strony i tam też cyknąć, bo fajne. W Huedinie poprzedniego dnia widziałem cała masę piętrowych budowli, w których zamieszkany jest tylko parter. Reszta w stanie surowym nie może się doczekać wykończenia,  a jedyne co jest skończone, to właśnie te bijące po oczach blachy. Kiedy rozmawiałem o tym wczoraj na uroczystej kolacji w Domu Polskim w Suceavie, doszliśmy do przekonania, że wyjaśnienia tego fenomenu mogą być dwa: albo budują nie według potrzeb tylko żeby pokazać, że ich stać i że mają rozmach, albo też celowo nie kończą budów by wykorzystywać lukę podatkową, co przecież wcześnie do absolutnej perfekcji opanowali już Grecy.

I na koniec jeszcze jedna zastanawiająca rzecz. Otóż w większych miejscowościach powszechną konstrukcją architektoniczną są pokomunistyczne betonowe bloki. I w tym nic dziwnego. Najdziwniejsze są balkony. Otóż spora część z nich jest oszklona… za pomocą okien z autobusu! Tymi takimi owalnymi z gumową, czarną uszczelką. O co kaman? Po co im okna z autobusu na balkonie? Jeden z ekspertów od Rumunii wyjaśnił mi, że to pamiątka z czasów komunizmu. Oszklony balkon dawał dodatkową powierzchnię mieszkalną, którą można było wykorzystać na przykład na… hodowanie kozy. A okna ze starych autobusów to był najtańszy sposób na takie właśnie oszklenie. Niespecjalnie kupuję to wyjaśnienie, ponieważ tych autobusowych okien jest taka masa, że musieliby do ich zrobienia wyjąć okna z niewyobrażalnej ilości pojazdów. Musieliby od wojny nic innego nie robić, tylko produkować autobusy i od razu je złomować, żeby mieli z czego wyciągać potem okna… Hm… A może gdzieś znajdę takie cmentarzyska bezokiennych rumuńskich autobusów… Jak znajdę to dam znać!

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.