Własnoręczne spełnianie marzeń

Dzisiaj na parkingu zastałem posiwiałego pana, który z wielką uwagą oglądał mój motocykl ze wszystkich stron. Kiedy podszedłem, zasypał mnie pytaniami o moc, przebieg, cenę, komfort prowadzenia, kładzenie się w zakrętach it itp. Kiedy już zaspokoiłem jego ciekawość, zaczął mi opowiadać, jak sam zaczynał kiedyś swoją motocyklową przygodę od starej SHL-ki, potem WFM-ki, w końcu dosiadł też Junaka. A potem pojawiło się dorosłe życie, żona, dzieci, praca, zarabianie na chleb. Pasja motocyklowa musiała ustąpić miejsca trosce się o rodzinę i zarabianiu pieniędzy. Kiedy co jakiś czas cichutko wspominał o chęci posiadania motocykla, słyszał od najbliższych, że to niebezpieczne, że ma to sobie odpuścić i wybić z głowy. Kiedy już dzieci były dorosłe i poszły swoją drogą, znowu zaczął przebąkiwać o dwóch kółkach. Tym razem usłyszał, że to już nie dla niego, że nie w tym wieku, że jest już za stary. Zapytałem ile ma lat. Odpowiedział, że 63. Na co ja, że znam ze zlotów motocyklowych delikwentów po siedemdziesiątce dumnie zasuwających motocyklami z „bananem” szczęścia na twarzy i muchami w zębach. „Nie – odparł – to już nie dla mnie…, już za późno”. Kiedy odjeżdżałem z parkingu widziałem w lusterku jak długo stoi i patrzy w moją stronę. A błysk w jego oku na widok mojego motocykla z każdym przejechanym przeze mnie metrem powoli gasł. Kiedy niknął mi z oczu pomyślałem sobie, że jeszcze przez kolejne dwadzieścia lat życia, a może i dłużej ten sympatyczny pan będzie żył wspomnieniem pasji i tym, że przez całe życie chciał mieć motocykl. I przeżył je w końcu, nie realizując swojego marzenia. Wydaje mi się to bardzo smutne…

Mam kumpla filmowca. Jest ustatkowany zarówno rodzinnie, jak i finansowo. Nie ma jeszcze pięćdziesiątki, a od kilku lat, ilekroć schodzi rozmowa na dwuślady, za każdym razem słyszę, że chciałby też mieć motocykl. I niestety, mam pewne smutne podejrzenie, że za kolejnych kilkanaście lat, w czasie których ja zamierzam nakręcić na licznik wiele tysięcy mil, on będzie gdzieś na jakimś parkingu wypytywał jakiegoś motocyklistę o jego maszynę. A kiedy ten motocyklista odjedzie, zostanie sam, ze swoim niezrealizowanym marzeniem. Znów będzie chciał kupić motocykl. I tak od wielu lat… I to mi się wydaje jeszcze smutniejsze…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Własnoręczne spełnianie marzeń

  1. Marek SJZ pisze:

    Ja czekałem 3-lata. Aż po „cichu” kupiłem maszynke i postawiłeż rodzine przed stanem dokonanym. Teraz żona czasem razem ze mną smiga. Ale ciosy spowalniające w kask- ma opanowane do perfekcji. 😉

  2. Rafał pisze:

    Wzruszający i faktycznie smutny artykuł.
    Mnie nie stać na zakup wymarzonego motocykla, ale za to udało mi się kupić zabytkową Pannonię z 1958 roku, którą ktoś kiedyś rozebrał na części, ale niestety już jej nie poskładał. Ja motocykl odrestaurowałem własnymi siłami i rękoma. Dwa lata ciężkiej pracy, ale radość z jazdy niesamowita. Małżonka śmiała się ze mnie, co za złom kupiłem, ale kiedy zobaczyła motor w całej okazałości to zmieniła zdanie. Nie jest to może motor moich marzeń, a i ten daje mnóstwo frajdy i satysfakcji.
    Ludzie, realizujcie swoje marzenia, a przynajmniej starajcie się je realizować na tyle na ile możecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.