Welcome to the Romania

Przejechałem dzisiaj przez pół Rumunii, w tym przez cztery miasta: Oredea, Cluj Napoca, Bistritia i Suceava. Wraz z postojami, ładnych kilkanaście godzin w siodle… Hm… taka szybka refleksja – rumuńscy kierowcy są strasznie fajni i jednocześnie strasznie dziwni. Kodeks drogowy w ich wykonaniu jest jak kodeks piratów. To bardziej luźne wskazówki niż zasady, których ktoś chciałby się w jakikolwiek sposób trzymać. W ogóle ich nie wzrusza, że komuś zajeżdżają drogę, że zmieniają pas bez włączania migacza, że wyprzedzają na trzeciego… Listę tę można by właściwie ciągnąć w nieskończoność. Do tego w ogóle nie mają w poważaniu dwóch kółek – motocykle jakby dla nich nie istnieją. Podjeżdżają na milimetry i nie ważne czy im na drodze stoi motocykl czy skuter. Ciężarówki i autobusy zaiwaniają tak, że można oczopląsów dostać. Ale najdziwniejsi są na stacjach benzynowych. Wyobraźcie sobie stację z kilkoma alejkami do tankowania. W jednej alejce znajdują się dwa stanowiska dla samochodów z dystrybutorami – jak u nas: jedno stanowisko za drugim. I teraz  sytuacja jest taka: akurat tankujące przed chwilą dwa samochody opuszczają te stanowiska jednocześnie. I mamy dwa wolne stanowiska, jedno za drugim. U nas kierowca podjechałby do tego dalszego, by zostawić wolne miejsce dla kolejnej osoby w kolejce. Tymczasem na pierwszej stacji benzynowej, tuż za Oredeą, w takiej właśnie sytuacji widzę Rumuna, który… podjeżdża tylko do tego najbliższego stanowiska. Staje i jednocześnie blokuje to drugie, które też jest wolne. Nie da się, będąc w kolejce za nim, jakoś go wyminąć i podjechać do pierwszego wolnego stanowiska. Myślałem, że akurat trafiłem na jakiegoś leszcza. Ale na drugiej stacji benzynowej to samo: jadę tuż za samochodem. Obydwa stanowiska w alejce wolne, a Rumun podjeżdża do pierwszego. Staje. Ja za nim. To przed nim wolne, ale nie mogę z niego skorzystać, dopóki kolega Rumun nie zatankuje, nie zapłaci i nie odjedzie. O co, do jasnej cholery, kaman. Złośliwie to robią, czy co? Otóż nie. Bo kiedy to zobaczyłem na czwartej stacji i po raz czwarty nie wytrzymałem i zapytałem kolegę, który w Rumunii bywa często i z zapałem, czemu Rumunii tak robią. Nie zgadniecie odpowiedzi. Rumuni podjeżdżają do pierwszego stanowiska, bo… do niego mają bliżej. Więc jest im wygodniej. A to, że za nimi stoi kolejka, czy to, że inny nie może przez nich podjechać, mają kompletnie gdzieś. A co, śpieszy wam się gdzieś, żeby nie móc poczekać? Rumunom się w takich sytuacjach kompletnie nie śpieszy. No, chyba, że akurat za tobą jadą i trąbią. Wtedy im się śpieszy i owszem.

Czy jest za to jakaś rekompensata? A jakże!!! To absolutnie genialne 50 km przecudnych winkli w górach na drodze krajowej 17 między Bystrzycą a Vatra Dornei. No, jakie miodzio… Droga wije się przepięknie, asfalt nówka – sztuka, do tego tak to narychtowali, że zawsze pod górkę są dwa pasy, a z górki jeden. Dzięki temu pod górę można się nie przejmować gramolącymi się powoli ciężarówkami. Z górki też się nimi nie przejmujemy, bo zapierdzielają po tych winklach, jak wariaci. Tak mi się podobało, że nawet się zatrzymałem i cyknąłem fotę jednej małej pętelki:

SONY DSC

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Welcome to the Romania

  1. Maciej pisze:

    jeśli to możliwe to czy wrzuciłby Pan na koniec wyprawy mapkę z trasą przejazdu? albo chociażby te ładniejsze (czyt. bardziej kręte) fragmenty trasy.

  2. Potf pisze:

    Wniosek racjonalizatorski chciałem zgłosić – niechaj zdjęcia w treści nie będą przezr… przeźr.. przeżr… niech opacity nie mają, bo motorek z tła zakłóca mi feng-shui 😉

    • Big Biker pisze:

      Jak wrócę to poproszę znajomego informatyka, żeby mi podpowiedział jak to zrobić. Nie wiem czy się zgodzi bo cięgle mu jakimiś pierdoletami gitarę zawracam…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.