Tao motocykla, czyli motocyklizm filozoficzny

Wydana w stanach w 1974 r. książka Roberta Pirsiga „Zen i sztuka oporządzania motocykla” uchodzi w środowisku motocyklowym za rzecz absolutnie kultową. Doskonale oczywiście znaną… Hm… Powiedzmy sobie szczerze – jest znana głównie dlatego, że jest znana. A to oznacza, że wszyscy znają, tylko mało kto przeczytał. Pora zatem rzucić trochę światła nie tylko na tę powieść, ale na przedziwne zjawisko, w którym filozofia upodobała sobie motocykle. A Pirsig nie był ani jedyny, ani też pierwszy, który uznał, że proste i zwyczajne czynności mogą być doskonałym tłem do filozoficznych rozważań. Pierwszy był niejaki Henry Thoreau – amerykański dziewiętnastowieczny pisarz, który nagle i niespodziewanie postanawia uciec od miejskiego zgiełku i zaszywa się w głębokim lesie, we własnoręcznie wybudowanej chatce. Po dwóch latach spędzonych w absolutnej dziczy i oddawaniu się najprostszym czynnościom, Thoreau wraca do miasta i publikuje dzieło życia pod tytułem „Walden, czyli życie w lesie”, pochodzącym od nazwy jeziora, przy którym stała jego sławetna chatynka. Jego dzieło staje się kultowe dla wielu późniejszych pokoleń buntowników. Stworzy podwaliny kontestacji systemu, ucieczki od miejskiego zniewolenia do pozamiejskiej wolności, od społeczeństwa konsumpcyjnego do prostego życia, w którym największą radością jest własnoręczne wykonywana praca. I w 125 lat później na fali, którą wzniecił właśnie Thoreau, niejaki Pirsig wyruszy w motocyklową podróż poprzez Amerykę, by na jej tle zmierzyć się prawdziwą naturą rzeczywistości i z odwiecznym konfliktem pomiędzy romantyzmem a racjonalizmem. I podobnie jak Thoreau uznał, że właśnie najprostsze czynności mogą stanowić afirmację poszukiwanej rzeczywistości, którą w książce nazywa prawdziwą Jakością. Twierdzi, że dzięki motocyklowi odkrył naturę Zen, filozoficzną drogę poznania i jednocześnie wyzwolenia. Napisze w niej, że ową Jakość odnajduje z taką samą swobodą w skrzyni biegów motocykla, co na szczytach gór czy płatkach kwiatów. Trafia ze swoją filozofią w doskonały czas. Ameryka od roku wycofuje się chyłkiem z Wietnamu, nastroje pacyfistyczne osiągają swoje apogeum. A cztery lata wcześniej miał miejsce festiwal Woodstock – ruch hippisowski zalewa już nie tylko Stany, ale też gości na dobre w Europie. Setki tysięcy buntowników szukają kolejnych dzieł, w których mogliby znaleźć niezgodę na otaczający świat. Dotychczasowe kultowe buntownicze – powieści „Wilk stepowy” Hermana Hessego i „W drodze” Jacka Kerouaca już im nie wystarczają. A jest już kilka lat po premierze symbolu kina buntowniczego „Easy Ridera”, w którym dwóch hippów na przerabianych Harleyach przemierza stan po stanie, wdając się w coraz dziwniejsze przygody. I właśnie wtedy pojawia się „Zen i sztuka oporządzania motocykla”. I od razu staje się książką rewolucyjną, kultową i powiedzielibyśmy dzisiaj „mega” buntowniczą. Nawiasem mówiąc nie od razu się tak dzieje, co też daje do myślenia w kontekście ciężkiej doli niedocenianego pisarza. Otóż książka ta jest podobno swoistym rekordzistą – zanim została opublikowana jej wydania odmówiło aż 120 wydawnictw. Znamienne jest również to, że w Polsce wydano ją po raz pierwszy dopiero w 1994 r, czyli w dwadzieścia lat od jej amerykańskiej premiery.

Ale na tym nie koniec filozofii i motocykli. Do wspomnianej wyżej buntowniczej dwójki dołącza w 2009 roku niejaki Matthew Crawford – filozof, który postanawia porzucić uczelnię i pracę naukową i zakłada warsztat naprawy starych motocykli, w którym podobnie jak dwaj jego poprzednicy, gloryfikuje wszelkie manualne czynności, uznając je za oczyszczające dla umysłu. Jego książka nazywa się „Shop Class as Soulcraft” – warto po nią sięgnąć.

tri_booksTo tyle skrótowej historii tych, było nie było, arcydzieł. Wielu ludzi, nie przeczytawszy tych książek błędnie zakłada, że dwie ostatnie mówią o boskości motocykla samego w sobie. Otóż nie. Mówią o szczególnym rodzaju filozofii powstałej na marginesie konsumpcyjnego społeczeństwa, o niezgodzie na miejski zgiełk i o znalezieniu spokoju ducha np. w lesie, jak w przypadku Thoerau, czy grzebania przy motocyklu, jak w przypadku Pirsiga i Crawforda. A boskość motocykla i owszem też istnieje, ale już w innych dziełach i na innej płaszczyźnie. Pozwolę sobie w tym względzie zacytować jedynie pewien tajemniczy (póki co) fragment, w którym o boskości motocykla czytamy (tłumaczenie moje, więc proszę o wyrozumiałość): „Sama natura motocykla przybliża jego kierowcę do duchowości. Bo podobnie jak wiele wschodnich systemów zalecających medytację, jako totalną uważność w tu i teraz, jazda na motocyklu w zasadzie oferuje dokładnie to samo. Motocyklista musi zostawić za sobą cały bagaż codziennych problemów i spraw, i zespolić ze swoją maszyną w jeden organizm. Musi być całkowicie świadomy swego otoczenia i tego, co się wokół niego dzieje w czasie rzeczywistym. W przeciwnym wypadku może się spotkać ze swoim Bogiem dużo wcześniej niż się spodziewa. Ale kiedy ta uważność mu się udaje, kiedy wszystko prawidłowo funkcjonuje, kiedy się jest w pełni zsynchronizowanym ze swoim motocyklem i zaczyna on stanowić przedłużenie ciała motocyklisty, i kiedy droga ucieka pod stopami, to właśnie w tym momencie osobisty kontakt z boskością staje się nie tylko możliwy, ale też zaczyna być czymś oczywistym”.
To jest coś, co nazywać powinniśmy Tao motocykla. Piękne, prawda?

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Tao motocykla, czyli motocyklizm filozoficzny

  1. Potf pisze:

    Ciekawe, jak wiele osób sięgnie po Pirsiga (albo bez czytania uzna, że wie o co chodzi) i odkryje ze zdziwieniem, że zen brudzi 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.