Najlepiej sprzedający się motocykl świata: Super Cub

60 milionów sprzedanych egzemplarzy w ciągu 50 lat produkcji. Ten absolutny światowy rekord, którego prawdopodobnie już nikt nigdy nie przebije, należy do japońskiej Hondy i jej niewiarygodnie popularnego modelu Super Cub. Zaczęło się od wizyty niejakiego Soichiro Hondy (założyciela koncernu) w 1956 r. w Niemczech, gdzie ze zdziwieniem zauważył jak wielką popularnością na tamtym rynku cieszą się motorowery i lekkie motocykle. Towarzyszył mu drugi macher – Takeo Fujisawa, który w koncernie był odpowiedzialny za finanse i marketing. Uznał on, że, jeśli Soichiro uda się stworzyć motocykl prosty, niezawodny, na każdą kieszeń i do tego taki, który da się prowadzić jedną ręką po to, by drugiej trzymać miskę z makaronem soba, to osiągnie sukces. Miał wtedy powiedzieć do Soichiro: „Jeśli uda ci się stworzyć mały motocykl, powiedzmy o pojemności 50 cc, z pokrywą silnika, pod którą schowasz wszystkie wężyki i przewody, to… mógłbym coś takiego nieźle sprzedać. I nie wiem ile knajp w Japonii oferuje dostawę makaronu, ale zaręczam ci, że każda z nich będzie do tego używać naszego motocykla.”

supercubTakie były początki Super Cub – był to pierwszy motocykl, w którym użyto plastikowych owiewek. Co więcej, dla obsługi tego motocykla (serwisów i sprzedaży części) Honda postanowiła otworzyć swoje przedstawicielstwa na całym świecie – w tym celu m. in. powstała American Honda Motor Company! Zaś w Japonii w Suzuka, w prefekturze Mie, wybudowano nową fabrykę specjalnie przeznaczoną dla produkcji Super Cub – w systemie dwuzmianowym fabryka była zdolna do produkcji 50 tys. tych maszyn miesięcznie. Oczywiście świat zachodnich ekspertów pukał się w czoło dowodząc, że to zbyt ryzykowne przedsięwzięcie chociażby w planach podboju rynku amerykańskiego, który już w końcówce lat pięćdziesiątych ub. w. eksperci uznali za „motocyklowo nasycony”. Na szczęście goście z Hondy mieli gdzieś takie ekspertyzy. Skonstruowali prosty motocykl, z zakrytym owiewką silnikiem, z owiewkami osłaniającymi nogi motocyklisty i wieloma innymi, niespotykanymi dotąd udogodnieniami. I nie dość, że to zrobili, to jeszcze wpadli na prosty, aczkowliek genialny pomysł jak ten motocykl sprzedać. Otóż mieli świadomość, że liczba potencjalnych bikerów, do których trafiały dotychczasowe reklamy motocykli na amerykańskim rynku jest dość ograniczona. Dotąd uznawało się, że motocykle przeznaczone są dla agresywnych facetów w czarnych kurtkach. Tymczasem Honda chciała rozbić ten stereotyp i powiedzieć: „kupując nasz motocykl nie musisz zostawać rasowym bikerem, możesz nic w sobie nie zmieniać i cieszyć się z jazdy”. Dlatego też ukuto hasło reklamowe, które było kompletnie niezgodne z dotychczasowym stereotypem użytkowników jednośladów: „Najmilszych ludzi spotkasz na Hondzie”.  I nagle okazało się, że tym prostym zabiegiem Honda stworzyła w Stanach zupełnie nowy segment rynku – Super Cuba zaczęły kupować gospodynie jeżdżące na zakupy, młodzież dojeżdżająca do szkół, urzędnicy i wiele wiele innych konsumentów, do których wcześniej nie zwrócił się żaden z dotychczasowych producentów motocykli. Wszyscy dotąd podkreślali wolność, wiatr we włosach, męską przygodę, niepowtarzalność itd., itp. Honda podkreśliła powtarzalność, powszechność, funkcjonalność i niezawodność. I wygrała… Do dzisiaj ta kampania reklamowa figuruje w wielu podręcznikach do marketingu jako niedościgły wzorzec budowania wizerunku marki i sprzedażowego sukcesu. Zainteresowanie tym małym motocyklem było tak wielkie, że powstawały nawet o nim piosenki – i to nie dlatego, że Honda kupowała artystów, ale zupełnie spontanicznie – z czystej miłości do tego małego motorka. Sztandarowym przykładem jest piosenka „Mała Honda” skomponowana przez Briana Wilsona i Mike’a Love. Później nagrana również przez The Hondelis i The Beach Boys. Jak można się domyślić, powstała moda na te małe motocykle, która w końcu doprowadziła do olbrzymiego wzrostu znaczenia Hondy na amerykańskim rynku. Z biegiem lat Honda wprowadzała coraz to nowe modele, doprowadzając amerykańską motoryzację motocyklową na skraj bankructwa. Ale to już zupełnie inna historia…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.