Ścigawki i inne szybkie motocykle

Zostały wymyślone również przez Boga – jak czytamy w motto tego bloga.  Nie w tym rzecz, rzecz w dosiadających ich motocyklistach. Gdybym miał włosy, to czasem widząc co wyprawiają, stawałyby mi dęba. Ostatnio rozmawiałem z jedną znajomą, która szczerze mi wyznała, że kierując samochodem przeraźliwie boi się motocyklistów na ścigaczach: „Nigdy nie wie, z której strony się nagle pojawią i co zrobią. Z której strony mnie wyprzedzą, w którym momencie i jak mam się wtedy zachować”.
Ta trauma nie wzięła się znikąd, prawda? Coś, a raczej ktoś musiał ją kiedyś porządnie wystraszyć. Sam kilka razy na własne oczy widziałem, jak grupka trzech, czterech szaleńców, w samym centrum Katowic na ul. Korfantego jechała z rykiem silników grubo ponad 120 km/h i to na tylnym kole. Zresztą Internet pełen jest filmików o takich wyczynach lub o kolesiach nagrywających w mieście licznik swojego motocykla w trakcie jazdy i z dumą prezentujących kolejne osiągi: 280 km/h, 300 km/h itd itp. Sorry, takiego motocyklizmu nie kupuję. Nie jest po prostu dla mnie i całą odpowiedzialnością mówię, że stanowi zagrożenie dla innych użytkowników drogi.

Oczywiście nie oznacza to, że wszyscy motocykliści dosiadający motocykli sportowych tak robią. Ale znajdują się oni właśnie głównie pośród posiadaczy różnego autoramentu „sportów”, bo jeszcze nie widziałem nikogo na chopperze czy cruiserze, albo dużym „turystyku”, żeby popylał przez miasto na tylnym kole (da się, jest nawet filmik na YT jak kolo robi stójkę kredensem). Coś zatem jest na rzeczy, że jednak gros użytkowników  motocykli sportowych ma takie ciągoty. I nawet domyślam się co jest tego przyczyną. A właściwie to kilka przyczyn. Po pierwsze – to wybuchowy związek młodości (a co za nią idzie fiu – bździu w głowie i potrzeby rywalizacji podlanej adrenaliną) i mocy silnika. Wtedy rodzi się złudna świadomość super mocy. Złudna, ponieważ za prawdziwą „supermocą” muszą jeszcze stać umiejętności. A o te trudno, kiedy się kupiło motorek dwa tygodnie temu. Kolejna rzecz (o czym dowiedziałem się kiedyś po pewnej paradzie motocyklowej od właścicieli ścigaczy, którzy przyszli się z nami zintegrować na pole campingowe) – otóż ci sympatyczni, młodzi ludzie uświadomili mi wówczas, że na „ścigu” trzeba za…..lać, bo inaczej bolą ręce. Podobno przy odpowiedniej prędkości wiatr, waląc w klatę, podnosi trochę ciało, odciążając w ten sposób oparte na kierownicy ręce. A im większa szybkość, tym to odciążenie większe. Nie wiem, nie próbowałem, ale możliwe, że to jakiś też powód, dla którego na ścigaczu prędkość kusi i to ogromnie.

Czy zatem nie lubię motocykli sportowych i nimi pogardzam? Nic bardziej mylnego – motocykle sportowe mają w sobie taką samą cząstkę boskości, jak choppery czy cruisery. Problem nie w nich, nie w ich plastikowych owiewkach, nie w wyglądzie czy pozycji kierowcy. Problem w tych, którzy te motocykle czasem dosiadają. Bo jak mówi stare motocyklowe powiedzenie: w motocyklizmie nie jest ważne co masz pod dupą, ale to, co masz nad nią. Czyli w głowie…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Ścigawki i inne szybkie motocykle

  1. Maciek pisze:

    Rozpoczynałem swoją przygodę od motoroweru.. to był Komar.. pamiętam jak ojciec w końcu się zgodził na moje pierwsze dwa kółka.. powiedział pewnego dnia: -Synu, znajomy ma do sprzedania niezłego ponoć Komara… poleciałem dwa bloki dalej po czym „znajomy” zaprowadził mnie do piwnicy i oznajmił.. „-tu jest rama, a reszta leży w torbie… koła musicie dokupić” to było piękne.. Potem była fascynacja Jawami, MZ-kami no i oczywiście Światem Motocykli… no ale nie o tym chciałem pisać..
    Pierwszy prawdziwy motocykl kupiłem mając 30 lat… był to Bandit potem była Honda VFR800 następnie Yamaha BT1100, Kawasaki ZZR1200 i teraz klasyczny ZRX1200… zmiany były spowodowane potrzebą szukania tego idealnego… i najbardziej „fajnego”…
    Choć wiadomo, że każdy motocyklista powinien mieć w swojej stajni co najmniej 3-4 motocykle… to jednak żadko kto może sobie na taki luksus pozwolić.. no ale znowu nie o tym chciałem pisać…
    Chodzi o to, że masz w 100% rację….
    Motocykl… każdy ma dwa koła i każdy ten sam ułamek boskości… od Komara po tego wymarzonego… idealnego… pod każdym względem (choc takich nie ma:))
    Problem jest w tym, kto te motocykle dosiada… każdy z nas doznał nie raz szoku obserwując głupotę i bezmyślność pseudomotocyklistów „latających” na ścigaczach…
    Jakoś tak się złożyło, że nie rozmawiamy o tych, którzy jeżdżą spokojnie.. choć takich też jest cała masa… a w pamięci zostają tylko debile ryzykujący życiem innych uczestników ruchu..
    Prawdą jest, że moc drzemiąca w ścigaczach jest zapalnikiem głupoty… i całkowitą bajką stwierdzenie, że „jestem już poważny… mam swoje lata… 140KM miedzy nogami ..i nie będę zapie…ał…” – przerabiałem to i nie da się…po prostu.
    Problem jest tylko w tym żeby mieć świadomość gdzie i kiedy można to robić… i nie po to by dbać o jakąkolwiek opinię… ścigaczy czy miłośników ścigaczy…. tylko po to by ryzykować tylko własnym życiem.. by nie ucierpiał dzięki naszej głupocie ktoś zupełnie bezstronny.. czasem nieświadomy…
    Kończąc… nie budujmy złej opini o motocyklach sportowych… bo są w swojej doskonałości potrzebne… ale potępiajmy wszystkich, którzy tworzą ich złą opinię.. potępiajmy na każdym kroku!!!

    • Big Biker pisze:

      Święte słowa kolego…, święte:-) A tak btw – moimi pierwszymi dwoma kółkami był sprezentowany przez ojca na moje trzynaste urodziny Komar 3. Zatem walczymy po tej samej stronie mocy:-) Pozdrawiam i dzięki za ciekawy i mądry komentarz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.