Przepis na kask z papier mâché…

Widzieliście kiedyś taki obrazek: koleś na ścigu, w pełnym skórzanym kombinezonie, a na siodełku pasażera panna w koszulce na ramiączkach i w klapkach? No właśnie – ja też widziałem i to niejeden raz. Co w tym obrazku jest nie tak? Otóż wszystko. Bo tak naprawdę powinno być odwrotnie: według mnie to koleś może se jechać w samych majtkach, a nawet bez. Jego sprawa. Prowadzi motocykl, sam jest odpowiedzialny za swoje bezpieczeństwo. Zdecydował się jechać goły? Ok. W przypadku zdrapki zedrze sobie pół dupska na pamiątkę. Nie ma sprawy. Ale kiedy ten sam koleś wiezie pasażerkę czy pasażera to już jest odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale też za tego, kogo wiezie. Jeśli popełni błąd, źle oceni apeks w zakręcie, nie zapanuje nad ujechaniem tylnego koła na czymś śliskim – to jest to jednoznaczne z odpowiedzialnością za krzywdę, która się wtedy wydarzy jego pasażerowi. Zatem w przytoczonym obrazku kierujący motocyklem koleś jest nie tylko skrajnie nieodpowiedzialny. Jest niebezpieczny dla otoczenia i powinno się go za karę zapiąć w dyby. Uznał bowiem, że bezpieczeństwo należy się tylko jemu. Gdyby jechali oboje goli, to można by uznać, że tak się umówili. Ale ubrany i pozapinany po zęby kolo z laską w klapkach jest dla mnie nie do zaakceptowania.

Z czasów kiedy jeszcze prowadziłem sklep z motocyklowymi ciuchami zapamiętałem jednego gościa. Przyjechał chromowanym, nowym cruiserem – zdaje się, że Vulcanem. Wszedł do sklepu, porozpinał skórzaną, motocyklową kurtkę, ściągnął z głowy wypasionego pełnego Shuberta i zapytał czy mamy damskie kaski. Bo on chciałby się wybrać na przejażdżkę z żoną swoim nowiusieńkim motocyklem i potrzebuje dla niej kask. Mówię, że mamy i to nawet od kilku producentów i podchodzę z nim do regału z kaskami. Gość widzi ceny i mówi: „E nie…, ja to bym tak chciał jakiś damski kask tak maks do stu złotych”. W pierwszej chwili chciałem zajechać mu z laćka prosto w zadek na okoliczność tego, że bezpieczeństwo własnej żony ocenił zaledwie na stówkę. Jednak się zreflektowałem – bo nieładnie jest kopać ludzi, nawet jak są skończonymi idiotami – i zaproponowałem rozwiązanie:
– Może sobie pan sprawić bardzo tanio, fajny kask damski…
– Jak? – zapytał szczerze zainteresowany.
– Posadź pan żonę na krześle, weź pan trochę starych gazet, odrobinę gipsu, albo mąki i wymieszaj pan to w misce z wodą. Tak żeby była z tego taka kleista papka. I tę papkę nałóż pan żonie na głowę. Jak wyschnie masz pan dopasowany i gustowny kask damski z papieru mâché…
Po mojej wypowiedzi pan się zdenerwował i opuścił sklep w zdecydowanym pośpiechu. Nie wiedzieć czemu. Przecież pod względem bezpieczeństwa damski kask do stu złotych, a kask z papieru mâché to dokładnie to samo…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Przepis na kask z papier mâché…

  1. Marek SJZ pisze:

    Dobre……….. buhaha , Akle faktem jest że takich obrazków coraz więcej na drogach. Bo on powoli jedzie- nie szybciej niż 80. Natura same głupców eliminuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.