Pierwsze motocyklowe jaskółki

Wiosna. Bo zdaje się, że zimy już nie uświadczymy. A zatem wiosna i już na drogach pojawiają się pierwsze motocyklowe jaskółki. Wczoraj widziałem dwóch – jednego w Bytomiu, drugiego w Katowicach. Opatuleni jak Niemcy pod Stalingradem. Tak grubo, że trudno się czasem domyśleć, że pod tymi czeluściami motocyklowych bambetli siedzi zmarznięty, ale jakże szczęśliwy koleś. Bo zima ma to do siebie, szczególnie w tym przepięknym kraju, że jest cholernie długa. Ciągnie się jak smród po gaciach i nie chce odpuścić.

motowinter

Motocykliści więc siedzą w domach, wykłócając się na motocyklowych forach lub kitraszą się w słabo ogrzewanych garażach, przykręcając motocyklowe śrubki czy trzeba, czy nie trzeba.  Pamiętam jak opowiadał mi pewien znany onegdaj polityk (nie życzyłby sobie by mu jechać po nazwisku, więc tego nie robię), że dla niego najlepszy w motocyklizmie jest ten moment, w którym po raz pierwszy na wiosnę wyjeżdża na motocyklową przejażdżkę. Ten wiatr, jeszcze zimny, ale zdradzający już nadchodzące ciepło, ten zapach rosnącej trawy, to budzenie się natury do wiosennego życia. I wtedy właśnie dla niego jest najlepszy moment, jest najprzyjemniej i najbardziej radośnie. Coś w tym jest –  ale myślę, że dodatkowo działa tu czynnik oczekiwania, to długie, zimowe rozstanie z motocyklową jazdą. To właśnie dlatego z taką radochą ruszamy do przodu, nawet jak jest 8 czy 9 stopni Celsjusza. Wciąż jeszcze zimno, a jednak decydujemy się na pierwsze „polatanie wkoło komina”. I ten pierwszy raz po tak długiej przerwie zawsze jest trochę dziwny, zawsze na początku trochę się musimy do prowadzenia motocykla przyzwyczaić. Trochę go znowu poczuć. Jak kładzie się w zakręcie, jak trzyma się drogi, jak hamuje. Jak to mówi mój nauczyciel jogi: „pełna radość!”

I wczoraj kiedy zobaczyłem te dwie pierwsze motocyklowe jaskółki na drodze pomyślałem sobie, że są jednak w tej ponurej rzeczywistości rzeczy piękne. Nawet kiedy jesteśmy przesączeni obrzydliwymi wiadomościami o pedofilach, o wojnie na Majdanie, o tym, jak lekką rączką ZUS wywala w błoto kolejne sześćset dużych baniek, czy wreszcie o tym czy  jeden cwaniak z drugim będzie debatować czy też nie (jakby to coś miało, kurcze, zmienić) – to jest jeszcze ta jedna rzecz, dzięki której możemy chociaż na chwilę od tego całego syfu odetchnąć. Dlatego właśnie we wszystkich badaniach wychodzi, że motocykliści są szczęśliwsi od innych hobbystów. Aż strach pomyśleć co może się dziać w głowach ludzi, którzy żadnej pasji nie mają – tylko czekać aż się naprawdę wkurzą i wyjdą na ulice. Ale do chwili, kiedy zrobi się w miarę ciepło i zaświeci słońce, już na szczęście bardzo blisko. Z każdą motocyklową jaskółką widzianą na naszych ulicach bliżej. Coraz bliżej!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.