Parking przed gabinetem psychoterapeuty…

Motocyklizm to najlepsza terapia. Odpalasz maszynę, jedziesz sam ze sobą. Dajesz w ten sposób samemu sobie wolność. A właściwie dwa rodzaje wolności: „wolność od” i „wolność do”. Uwalniasz się od stresu dnia, pozostawiasz za sobą doczesną gonitwę za pieniądzem, bezpieczeństwem, stabilizacją i sukcesem.
MP40_mem_01Czasem zostawiasz za sobą zrzędliwą żonę, prezesa idiotę, zakompleksionego wspólnika, sztucznie uśmiechniętego polityka z telewizora, który jeszcze nie wie, że zgodnie z prawem karmy w przyszłym wcieleniu odrodzi się jako glista albo w najlepszym razie żuk gnojownik. I właśnie tutaj motocyklizm, w przeciwieństwie do psychoterapii, oferuje jakże proste rozwiązanie – zamiast bowiem mierzyć się z tymi wszystkimi dramatami otaczającej cię rzeczywistości, możesz najzwyczajniej w świecie mieć je po prostu „gdzieś”. Liczy się przestrzeń, droga, twoja maszyna i ty. Znikają demony pieniądza, kariery, polityki, wszystko co ma nam do zaoferowania ogłupiały świat. Pojawia się wolność, jak światło na końcu tunelu. I to jest najlepsza definicja „wolności do”. Staje się nią wolność sama w sobie!. Wystarczy, że dojrzysz ją tylko raz – wtedy dotkniesz jej absolutu i nigdy już tego uczucia nie zapomnisz. Reszta stanie się mała, by nie powiedzieć, miałka. I wiesz co jest w tym wszystkim najciekawsze? Otóż nasz mózg błyskawicznie przyzwyczai się do takiego postrzegania świata i twojego w nim miejsca. Uzna wolność od wszystkiego za swój naturalny stan. I dokładnie wtedy pojmiesz, że nie ma w tym żadnej sztuczki. Bo twoja wolność jest właśnie tym, po co się urodziłeś!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Parking przed gabinetem psychoterapeuty…

  1. Shadok pisze:

    „Kiedy jedziesz motocyklem widzisz wszystko zupełnie inaczej. W samochodzie podróżuje się w zamknięciu, a ponieważ jesteśmy do tego przyzwyczajeni, nie zdajemy sobie sprawy, że widok z okna niewiele odbiega od krajobrazu oglądanego w telewizji. Jesteśmy biernymi widzami nudnego spektaklu, który przesuwa się przed nami na ekranie.
    Kiedy dosiadasz motocykla, ekran znika. Masz bezpośredni kontakt z otoczeniem. Wtedy nie oglądasz, ale również uczestniczysz. Wstęga drogi śmigającej kilkanaście centymetrów pod stopą jest naprawdę realną drogą. Przy tej prędkości jest rozmyta, ale w każdej chwili możemy dotknąć jej stopą, pozostaje cały czas dostępna naszej świadomości.
    Kiedy się jedzie na motocyklu, trudno jest prowadzić długie rozmowy, chyba że ktoś lubi krzyczeć. Zamiast rozmawiać, człowiek otwiera się na świat, medytuje. Patrzy, słucha, wczuwa się w pogodę, snuje wspomnienia. Myśli niespiesznie o swojej maszynie, o krajobrazie i tysiącu innych spraw, nie mając poczucia straty czasu.”

    To z takiej innej książki z mojej „motocyklowej” półki… Może nie o motocyklach wprost… Ale na temat 🙂

  2. Shadok pisze:

    Czekam niecierpliwie 🙂

  3. Thori pisze:

    Uwielbiam włóczyć się wraz z Vikingiem po wioskach, drogach pośród lasów. Wtedy można całym sobą chłonąć otaczający świat, oglądać piękne widoki, wdychać zapachy, napawać serce i duszę.
    Nie potrafię oddać słowami tego wspaniałego uczucia, które wtedy mi towarzyszy, ale to jest coś najlepszego pod słońcem, co mogło mi się przytrafić 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.