Muzyka duszy

Kiedyś Antony de Melo napisał, że istnieją dźwięki niezwykłe, w których drzemie głos Boga – jest na przykład taki rodzaj dźwięku, na samym skraju ciszy, który jest odgłosem obracających się galaktyk. Podobną bliskość Absolutu osiągają tybetańscy mnisi w swoich niskich, basowych mantrach – słuchając tych pieśni ma się wrażenie uczestniczenia w czymś pozaziemskim, niedostępnym dla zwykłego śmiertelnika. Ostatnio zaś w necie robią karierę serwisy oferujące w streamingu biały szum – specjalnie dobrany zestaw dźwięków, których częstotliwość ma wpływać na lepszą pracę umysłu, wyciszenie i relaksację. Jednak jest jeden dźwięk, a w zasadzie cała ich gama, które mają zadziwiającą cechę. Dla jednych są nie do zniesienia – dla innych koją duszę.

exhaustI pomyślałem sobie, że początek zimy to właśnie moment, w którym warto o tych dźwiękach wspomnieć, szczególnie w sytuacji, w której ich brak zaczyna nam coraz bardziej doskwierać. Chodzi oczywiście o dźwięk motocyklowego silnika dobywający się z wydechu. To dość szczególny rodzaj dźwięku – dla zarażonych motocyklową pasją działa jak najlepsza na świecie relaksacyjna muzyka. Koi zmysły, uspokaja i wprowadza w szczególny rodzaj transu. Oczywiście musi spełniać jeden, podstawowy warunek, żeby tak działać – musi być dźwiękiem własnego motocykla. W przypadku innych maszyn jego działanie jest już dużo słabsze, a czasem w ogóle znikome. Dzieje się tak prawdopodobnie na skutek ciągu skojarzeń, które budzi w motocykliście. Przywołuje przecież osobiste doświadczenia, wspomnienia nawiniętych na licznik mil, przelotów z przyjaciółmi lub bez lub innych motocyklowych atrakcji. Najpiękniejszy jest wczesną wiosną, kiedy słyszymy go po kilku miesiącach przerwy, odpalając swoją maszynę po raz pierwszy. To lekkie odkręcanie manetki sprzężone z pojawiającą się euforią, to wzajemnie się napędzający mechanizm, wobec którego nie da się przejść obojętnie. Nie ma chyba motocyklisty, którego nie porusza wspomnienie dźwięku towarzyszącego pierwszej, wiosennej przejażdżce. To właśnie dla tego uczucia zimą odwiedzamy czasem garaż pod różnymi pretekstami, a tak naprawdę po to, żeby usłyszeć ten kojący zmysły odgłos. Wiem, że zimą należy wyjąć z maszyny akumulator i przetrzymywać go w temperaturze pokojowej. Ale mając do wyboru spędzenie kilku zimowych miesięcy na kompletnie głucho lub też odpalanie co jakiś czas motocykla, by posłuchać jak gra dla nas muzyka duszy, nie ma się po prostu co zastanawiać…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Muzyka duszy

  1. Pan Zgred pisze:

    Tu się pojawia ta dzika satysfakcja, gdy poza autouwielbieniem swojego najwspanialszego jednośladu, inni motocykliści też chwalą jego brzmienie – mój brat był pierwszym motocyklistą, który przyznał, że tak mu się spodobało brzmienie mojej maszyny, iż teraz myśli o zmianie swojej na coś innego 🙂
    A potem jeszcze trafiło się kilku, którzy podziwiali jej mruczenie – wtedy dopiero ego rośnie – oby tylko mogła żyć wiecznie, by móc się wiecznie cieszyć tym dźwiękiem 🙂
    Pozdrowienia dla wszystkich, u których samo brzmienie ich maszyn wywołuje ten cudny dreszcz prawdziwej ekstazy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.