Motorway, czyli droga motocykla:-) Cz. 3

Kiedy już miałem pewność co do jakości zamówionych kurtek i wiedziałem, że nie będę wciskać klientom chłamu, pozostało jeszcze opanować jakoś ich legalny import do Polski. Okazało się, że wymaga to kilku dokumentów. Pierwszym jest AWB Letter – dokument określający miejsce wysyłki (np. Islamabad), miejsce docelowe (np. Broombastic Katowice), ilość paczek oraz opis ich zawartości. Kolejny dokument to „Certificate of Origin” – jak się potem okazało absolutnie kluczowy. Otóż jest to dokument potwierdzający, że w kraju, z którego pochodzi dany produkt wykorzystano do jego wytworzenia miejscowe komponenty. Czyli jeśli kupujesz czapkę z kraju X, to włóczka do tej czapki musi pochodzić z owcy, która została ostrzyżona również w kraju X. Niby śmieszne i lekko głupawe. Ale nasza kochana Unia Europejska tak wymyśliła i szlus. Jeśli owca, z której wyprodukowano czapkę w kraju X, pochodzi z kraju Y, to na certyfikat (zwany potocznie przez celników „form A”) nie ma najmniejszych szans. Niestety, ten cholerny papiór jest ważny jak cholera, bo… jego posiadanie zwalnia z cła! Jak się o tym dowiedziałem, to od razu mi się zapaliły żarówki biznesu w oczach. A najfajniejsze jest to, że wspomniany wcześniej Shahid wraz z pierwszym rzutem kurtek wysłał mi taki właśnie oryginalnie wydany przez władze Sialkotu certyfikat. Jadę więc na lotnisko. Płacę opłatę lotniskową, prowizję agencji i inne zdzierskie opłaty. Zespół celników trzepie paczki z kurtkami w te i z powrotem i tak siedem razy… W końcu słyszę werdykt: po pierwsze data na certyfikacie powinna być późniejsza niż na fakturze, bo najpierw firma powinna wystawić fakturę i dopiero na jej podstawie wystarać się o „form A”, więc… No właśnie – pytam zaciekawiony… No i w związku z tym – odpowiada uśmiechnięta z zadowolenia celniczka – trzeba za ten transport zapłacić pełne cło. I kiedy już leżę na łopatkach, bo przeliczyłem sobie, że musiałbym te kurtki sprzedać za podwójną cenę, żeby mi się ta cała akcja zwróciła, to jeszcze słyszę od roześmianej celniczki, że cło to akurat teraz jest mój najmniejszy problem. Problem dużo większy polega na tym, że celnicy się zastanawiają czy czasem nie sprowadzam tanich podróbek marki Motorway, co jest nielegalne. Przecież to marka, którą sam wymyśliłem! – wykrzykuję poirytowany. A skąd my to mamy wiedzieć? – roztropnie i z wciąż przylepionym do ust uśmieszkiem informują mnie celnicy. Spędzam więc kolejnych osiem godzin na lotnisku, w czasie których cały sztab służb celnych śle maile i wykonuje telefony w celu ustalenia, czy czasem nie okradam prawdziwych właścicieli marki Motorway, którą przecież w końcu sam wymyśliłem. Jednak po kilku godzinach bezskutecznych poszukiwań właściciela marki miękną i z surowym upomnieniem na przyszłość puszczają mnie wolno wraz z samochodem załadowanym kurtkami.

winieta_3_duza_bbDzięki tej całej przygodzie nauczyłem się jak rejestrować znak towarowy w Urzędzie Patentowym (żeby sytuacja poszukiwania właściciela marki przez celników nie mogła już się powtórzyć), jak wymóc na kolesiach z Kashmiru żeby pilnowali prawidłowości datowania dokumentów, jak przygotowywać projekty kolejnych kurtek, spodni, rękawic i kamizelek, żeby ograniczyć do niezbędnego minimum pakistańską wiochę, czyli swobodę dyzajnu od którego bolą zęby i w końcu jak przetrwać na lotniskowych cargo (a dzięki współpracy z kilkoma sialkotowymi manufakturami przećwiczyłem parę największych lotnisk w Polsce). W efekcie tej dwuletniej współpracy udało się zaprojektować kilka kurtek cordurowych, kilka skórzanych, cordurowe i skórzane spodnie, kamizelki oraz kilka modeli rękawic. Wszystko to w wersjach damskich i męskich. Nigdy nie podliczyłem dokładnie wielkości sprzedaży ciuchów marki Motorway – jednak ostrożnie licząc można mniemać, że jeździ w tych ciuchach dobre kilkaset motocyklistów (w peaku dystrybucyjnym marka Motorway była z powodzeniem sprzedawana w 12 sklepach motocyklowych – od Szczecina po Sanok).

Poniżej w galerii dwanaście kurtek marki Motorway:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Motorway, czyli droga motocykla:-) Cz. 3

  1. Potf pisze:

    Doczekałem do końca opowieści i nareszcie mogę Pana, Panie Dżibs, solidnie op******ić. Po pierwsze za to, że jak mi się w końcu moja kurteczka wyjeździ, to małe będę miał szanse na znalezienie następcy, a po drugie za to, że musiałem zjeździć kupę sklepów i bazarów szukając ubrania dla Żonidłaka, zamiast po ludzku zamówić jej Motorwaya.
    Żądamy wznowienia produkcji! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.