Zjawiska „okołomotocyklowe”

Jeden z komentatorów tego bloga (pozdrawiam) napisał, że wykazuję „nieco nihilistyczny stosunek do zjawisk okołomotocyklowych”. Czyli w tłumaczeniu na polski pewnymi zjawiskami okołomotocyklowymi nie jestem zachwycony. No, nie jestem i nic na to nie poradzę. A nie jestem, bo uważam, że:

1. Sam fakt posiadania motocykla nie tworzy jeszcze motocyklisty

Bo motocyklizm dla mnie to odrobina więcej niż posiadanie dwóch kółek – to swego rodzaju filozofia życia. Filozofia, w której wiemy, że oprócz codzienności istnieje jeszcze coś więcej, coś, co czyni nasze życie ciekawszym, lepszym, bardziej spełnionym. I najdziwniejsze jest to, że to dziwne „coś” to niekoniecznie szybkość. I na pewno nie rywalizacja.

motorcycle philosophy

To magiczne poczucie wolności, w którym szybkość służy jedynie do tego, by problemy, troski dnia codziennego pozostawały szybko w tyle. To doświadczenie z pogranicza mistyki i medytacji, w którym pozostajemy sam na sam ze sobą, łącząc się z maszyną w jeden organizm. Współodczuwający i synergiczny – idealny.

2. Doświadczenie motocyklizmu jest zawsze indywidualne

Ponieważ odczuwanie radości z jazdy motocyklem nie jest warunkowane udziałem jeszcze kogoś, współtowarzyszy, kompanów, kumpli. Oczywiście frajda z uczestnictwa w grupie może dać dodatkową przyjemność, ale nie jest warunkiem uprawiania motocyklowej pasji. Stąd moim zdaniem zloty, zrzeszenia, kluby czy jakiekolwiek inne motocyklowe organizacje nie mogą być celem motocyklizmu. Jeśli jeździmy dlatego, że jeżdżą inni czy też dlatego, że z innymi jest nam raźniej, a samemu na motocyklu się nudzi – to ważna wskazówka. Bo jeśli do szczęścia potrzebni nam są inni (ich akceptacja, przyjaźń, zainteresowanie), a nie sama jazda na motocyklu – to motocykl przestaje mieć znaczenie. Możemy przecież uprawiać dowolne zajęcia grupowe, żeby się dobrze poczuć.

3. Motocyklizm to aktywność o strukturze hiperhierarchicznej

Zatem to, co moim zdanie szkodzi motocyklizmowi, to struktura hierarchiczna. Taka, w której ktoś jest lepszy na przykład dlatego, że dłużej jeździ, albo ma dłuższy staż w jakimś klubie, albo wcześniej od innych się zarejestrował na jakimś motocyklowym forum. Jeśli do tego dana organizacja (klub, forum czy cokolwiek innego) wymusza na swoich członkach wzorce zachowań oparte na podporządkowaniu (w dowolnej formie – np. w tym, że „starsi stażem” mają więcej praw do podejmowania jakichś tam decyzji), to motocyklizm miast być piękną niezwykłą przygodą, zamienia się w potrzebę pokonywania kolejnych szczebli w ustalonej hierarchii ważności. A to z kolei zjawisko, które nie ma nic wspólnego z wolnością – stanowiącą dla mnie istotę motocyklizmu. Ponieważ istotą jest moim zdaniem hiperarchia – system w którym nie ma lepszych, a wszystkie elementu systemu mają jednakowy dostęp do siebie i są nawzajem powiązane na tym samym poziomie .

I to na razie tyle… Chyba wystarczy, nie?

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Zjawiska „okołomotocyklowe”

  1. jerzy regdosz pisze:

    I wlasnie dlatego,prosze Pana,jezdze sam!
    Prosze przyjac spoznione zyczenia Swiateczne ale w sam raz Noworoczne od czytelnika w Stanach.

  2. Thori pisze:

    Lubię jazdę w grupie osób dla mnie ważnych, ale nic nie przebije samotnej rajzy. Tylko ja, Viking i droga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.