Motocyklizm 2.0?

Na jednym z popularnych amerykańskich portali ukazała się pewna blognotka, która wywołała (i wciąż wywołuje) gorącą dyskusję. Niejaki Aakash Desai napisał w niej mianowicie, że najwyższy czas zredefiniować pojęcie motocyklizmu dlatego, że „kultura fetyszyzacji produktów osiągnie granice swojego wzrostu”, „emocjonalne i praktyczne powody zakupu motocykla zostały wyczerpane” i że „bycie motocyklistą musi zacząć oznaczać więcej niż tylko posiadanie dwóch obracających się kół pomiędzy nogami” (naprawdę tak jest napisane [cyt. oryg.] „motorcyclist meant more than just having two wheels spinning between your legs”).  Najpierw przetarłem nieco zdumione oczy, potem przeczytałem ten tekst raz jeszcze, potem komentarze pod nim (a sporo tego) i zacząłem się zastanawiać o co chodzi i czy czasem goście w tej całej Ameryce już naprawdę do reszty nie zdurnieli. To oni teraz odkrywają, że motocyklizm to coś więcej niż tylko zakup motocykla? Odkrywają to 45 lat po premierze filmu „Easy Rider”, którego wszystkie dziewięćdziesiąt cztery minuty są właśnie o tym?

upgrade20

No dobra… spróbujmy prześledzić śmiałą myśl kolegi Aakasha, począwszy o tej tajemniczej fetyszyzacji. Załóżmy przez chwilę, że rzeczywiście wśród motocyklistów mamy do czynienia z fetyszyzacją motocykla, czyli z nadawaniem martwemu przedmiotowi specyficznego sensu, czynienia z niego obiektu uwielbienia i tworzenia wokół tegoż przedmiotu atmosfery kultu. Dlaczego takie założenie? Ano dlatego, iż śmiem mniemać, że to nie motocykl jest kultowy, ale motocyklizm, czyli zjawisko szersze, na które składa się przede wszystkim motocyklowa subkultura, sposób postrzegania świata i pojęcia wolności. Ale niech Aakashowi będzie, że fetyszyzujemy motocykle – wstawiamy je do sypialni, czynimy z nich ołtarzyki, do których się modlimy. Ok… Jeśli tak jest (może i jest, nie będę się upierał) to jakie przesłanki kierują naszym amerykańskim kolegą, który nagle wieszczy temu zjawisku rychły koniec? Skąd on wie, że to uwielbienie jest właśnie na wyczerpaniu? Nawet gdyby miało się okazać, że wszystkim bikerom świata nagle pasja motocyklowa po prostu przejdzie i wszyscy się znudzimy, obdarzając dotychczasowe hobby głębokim i głośnym ziewem, to przecież wciąż przychodzą nowi. Cale tabuny nowych bikerów, którzy zachłystują się motocyklową wolnością, odkrywają ją wciąż na nowo i wciąż na nowo… fetyszyzują. Jakoś nie mogę tu dostrzec choć najmniejszego powodu, dla którego miałoby się to wyczerpać. Drugie sławetne zdanie mówi, że emocjonalne i praktyczne powody zakupu motocykla zostały wyczerpane. Hm… Czy aby na pewno? Jeśli motocykl nabywa pan Franek i mówi, że powodem zakupu jest odwieczna u niego chęć posiadania motocykla, to oznacza, że kierują panem Frankiem emocje. Jeśli zaś pan Franek kupuje motocykl, bo łatwiej, szybciej i taniej będzie mu dojeżdżać motocyklem do roboty, to zdaje się, że mamy tutaj do czynienia z powodami praktycznymi. I po raz drugi pytam, gdzie Aakash widzi przesłanki, by taki stan rzeczy miał się skończyć? Zabroni nam ktoś emocji, jak w „Equilibrium”? A może zwiną asfalt i każdy w przydziale dostanie mały helikopterek żeby dojeżdżać nim do roboty? Wtedy ewentualnie mogłyby ustać powody praktyczne… Ale, nawet biorąc pod uwagę szalony rozwój cywilizacji i postępu technicznego w ciągu najbliższych 50 lat, jakoś nie widzę takiej możliwości. I ostatnia perełka Akasha, czyli jakże odkrywcze spostrzeżenie, że bycie motocyklistą musi oznaczać więcej, niż „posiadanie dwóch obracających się kół pomiędzy nogami”. No cóż… Nie wiem co dokładnie obraca się między nogami Aakasha, ale raczej koła to nie są. No, a tak poważnie. Czy aby konstatacja, że motocyklizm to coś więcej niż posiadanie motocykla to jakieś nowe, genialne odkrycie? Otóż drogi kolego nie. I to co najmniej od kilkudziesięciu lat. Bo motocyklizm 1.0 istniał bardzo krotko. Właściwie tylko chwilę. Bo w momencie, w którym pierwszy motocyklista dosiadł motocykl pierwszy  i po przejechaniu kilkudziesięciu pierwszych metrów poczuł, że to coś więcej niż tylko przemieszczenie się z miejsca na miejsce terkoczącym kawałem żelastwa, motocyklizm upgrade’ował do wersji 2.0 i szczęśliwie tak już pozostał. Pytanie czy potrzebny jest kolejny upgrade i co on tak naprawdę miałby oznaczać? Czas pokaże…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Motocyklizm 2.0?

  1. Potf pisze:

    może chodzi o postępujący dekadentyzm w USA, który sprawia że samo posiadanie motocykla dla samego posiadania zmienia się z „wow!” na „meh….” co akurat byłoby zjawiskiem pozytywnym z tego względu, że ludzie może powoli przestaną patrzeć na motocyklistów przez pryzmat lansiarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.