Motocykliści idą do nieba

Zastanawiacie się czasem czy istnieje niebo? Jakiekolwiek: ważne, aby można tam się udać po znoju życia i buńczucznie obwieścić, że skoro po śmierci należy się spokój i odpocznienie, to tym bardziej powinny należeć się motocykle… Bo w sumie czemu nie? Skoro przez całą naszą doczesność jesteśmy kuszeni tym, że ta gehenna się kiedyś skończy i wszyscy docelowo spotkamy się w raju, w którym cokolwiek wymarzymy się stanie, to czyż wielki popełniam grzech „wymarzając” sobie motocykl? Przecież skoro tam, u góry, wszystko jest możliwe, to skombinowanie wymarzonego motorka też nie powinno stanowić problemu… No, w sumie, nie stanowi. Tyle, że na tamten świat się póki co nie wybieram.

Ale wybrał się tam mój kumpel. Wypiłem z nim morze piwa, jezioro whisky i olimpijski basen wina. Długo walczył z chorobą, ale zawsze dla mnie potrafił zachować uśmiech… Ale sorry – to wspomnienie nie ma być tragiczno – smutne. Ma wspomnieć wielkiego artystę. Piotr, mimo swej paryskiej kariery, metawerystycznego odjazdu i interdyscyplinarności, po prostu lubił motocykle. Pamiętam, jak kiedyś spod naszego sklepu na Dębowej, gdzieś i po co jechaliśmy. Ja z przodu, Piotr z tyłu w dyżurnym orzeszku typu (hitlerek). I pojechaliśmy… Hm…

Kiedyś, z głupia frant, poprosiłem Piotra żeby nakręcił mnie na motocyklu. Uzgodniliśmy trasę, dogadaliśmy się co do szybkości przejazdu i warunków kręcenia. Dorota prowadziła naszą starą CRV-kę, a Piotrek przez otwarte szyby dzielnie mnie kręcił…

W końcu postanowiłem sobie przypomnieć ten klip:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Motocykliści idą do nieba

  1. Advin pisze:

    wszystko pięknie ładnie, tylko pytanie po co podkład muzyczny?! najpiękniejszą muzyką jest odgłos motocykla!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.