Harley Davidson, czyli kup pan sobie legendę…

Zwróciliście uwagę, że wielu ludzi, a czasem nawet media, wszystkich motocyklistów jeżdżących na chopperach czy cruiserach wrzucają do jednego wora nazywając „harlejowcami”? Co więcej, widząc cruisera od razu mówią: „A, to taki Harley!”. Rzecz się ma dokładnie tak samo jak ze sportowym obuwiem – możesz popylać w butach Nike, Reebook czy Puma a i tak będą gadać, że chodzisz w „adidasach”. Niestety, tak działa legenda i trudno się jej pozbyć. A przy okazji motocykli Harley Davidson, jak ktoś kiedyś słusznie zauważył, nie kupuje się samego motocykla. Głównie płaci się za legendę i to dość słono.W moim przekonaniu prawdziwą legendę wykończyli spece od promocji HD. To przecież oni właśnie tak rozdmuchali harleyowy PR, że konkurencyjna fabryka naprawdę legendarnych motocykli Indian musiał zwinąć manatki. Czy zaś Harleye naprawdę zasługują na legendę… No cóż, zdania są podzielone. Na pewno mają niepowtarzalny klang i… zdaje się, że na tym koniec. Cała reszta aż tak urocza nie jest. Pamiętam jak kiedyś załapałem się, jako dziennikarz, na dni otwarte w HD. Bajer polegał na tym, że za okazaniem legitymacji prasowej można się było przejechać czym się chciało. Poprosiłem o największy motocykl, którym dysponują w salonie. Wykulali mi wypasioną Electrę. Wsiadłem, przejechałem się kilka kilometrów i – że tak powiem – dupy mi nie urwało. Jak ją widziałem wcześniej, na ulicy, wydawała mi się sporym motocyklem. Kiedy zaś usiadłem na niej sam, okazało się, że jest wyczuwalnie mniejsza od mojego Aero 1100. Nie tak, żebym miał kolana pod brodą, ale naprawdę czuje się różnicę. No właśnie – to pierwsza nie najlepsza cecha HD-ków: one po prostu wcale nie są duże. Mimo, iż sprawiają takie wrażenie.

Kilka lat temu z pewnym kumplem wracaliśmy z wycieczki do Olomouca. Fajna traska, trochę winkli – jest co polecać. Ale do rzeczy. Kumpel dosiadał sprowadzonego z USA policyjnego Roadkinga. Była to moja pierwsza tak długa trasa w towarzystwie  HD, więc mogłem mu się dokładnie przyjrzeć. No, śliczniutki, tyle że miał jedną katastrofalną (jak dla mnie, bo może ktoś lubi) cechę, którą zauważyłem stojąc tuż przy nim na jednym z krzyżowań. Otóż silnik mu się tak trząsł na wolnych obrotach, że w pierwszej chwili myślałem, że mu się ten „policjant” zepsuł. Drgawki bowiem przenosiły się na cały motocykl i niestety też na motocyklistę. Potem okazało się, że produkowane w poprzednich latach HD-ki tak miały i co więcej, był to ich znak rozpoznawczy. Dla mnie dosiadanie tego motocykla możliwe by było tylko na czczo. W innym wypadku ta trzęsionka nie byłaby bez znaczenia dla kiszek.

Oczywiście wśród motocyklowej braci legenda HD budzi również wiele złośliwości. Przywołam tylko dwa dowcipy z olbrzymią brodą, które to dobrze ilustrują.  Pierwszy: po czym poznać, że na parkingu stał Harley? Po plamie oleju… I drugi: co jest najbardziej poszukiwane na zlocie Harleyów? Skrzynka z narzędziami… Dla mnie HD nie jest jakimś szczególnym motocyklem – ma swoje zalety oraz swoje wady. Jak inne motocykle. Więc nie ma w moim przekonaniu tak naprawdę przed czym klękać. Kiedyś, kiedy jeden z moich „niemotocyklowych” znajomych z zerową wiedzą o motocyklach zobaczył po raz pierwszy mój motocykl, był zawiedziony tym, że nie zdecydowałem się na zakup Harleya. No cóż… ja zawiedziony nie byłem i do teraz nie jestem…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Harley Davidson, czyli kup pan sobie legendę…

  1. Potf pisze:

    Na brak wibracji i tak nie możesz tak całkiem narzekać, jako że aero to single-pin 😉
    Moją opinię o HD znasz, aczkolwiek przyznać muszę, że to co w nich potrafi urzec, to dźwięk, który niektóre azjatyckie firmy próbowały podrobić elektronicznie pomijając niektóre takty zapłonu.
    Co do zwinięcia żagli przez Indiana, to na szczęście (choć nie wiem dlaczego „na szczęście, skoro ani mnie ziębi, ani grzeje) firma powraca w dość ciekawym stylu, choćby prezentując nowy model równolegle z HD, czy poprzez nieco złośliwe reklamy. Swoją drogą, czy nie jest potwierdzeniem legendy konkurenta odnoszenie się do niego we własnych reklamach, choćby i w sposób ironiczny?

  2. Maciek pisze:

    Ponoć.. po zakupie chińskiego motocykla trzeba osobiście dokręcić wszystkie śrubki… i można hulać… W RoadKingu należy to robić periodycznie… tak np żeby lampa sama nie odpadła na światłach 🙂 ..wiem bo kolega ma z 2008… na zlocie Harleyowców raz byłem.. ale krótko bo klimat był mocno napięty…i dziwny co najmniej…i delikatnie mówiąc ..każdy chodził jakby połknął kij od miotły… bałem się odezwać… mam wrażenie, że z każdym innym motocyklistą zawsze jest o czym pogadać… a tu lipa… tkaże nie wiem czego oni tam szukają na tych zlotach ..może ktoś zapomniał zabrać skrzynki z narzędziami i byli tacy dziwni?
    Kwestia oleju to kolejny potwierdzony fakt …. tzn plama oleju 😉

  3. jersey pisze:

    Mój Boże !
    Tylko załamać ręce. Trzy opinie i wszystkie trzy od znawców nie posiadający HD. To o czym piszecie mogło się zdarzyć w latach 70, a teraz są to historie z dolnego odcinka przewodu pokarmowego. Prawdziwi mędrcy z was, powinniście na tym zarabiać -„wiem, ale nie widziałem…”.
    Electra zwana „kredensem” jest mała ? No cóż, może był jakiś mocny trunek w międzyczasie ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.