Harley Davidson, czyli jak by tu sobie nazwać pub…

Wyjazd służbowy (w sensie do roboty). Ale akurat robotę lubię, a skoro w robotę tę wpisane są wyjazdy, to jak tu ich też nie lubić. Miejsce: „Chochołowy Dwór”, województwo małopolskie, a dokładniej Jura. Sam obiekt widziany z drogi wygląda jak steki innych zajazdów w tzw. architekturze z bali. Po wejściu do środka okazuje się, że jest wielokrotnie większy, niż się spodziewamy i oprócz zaplecza hotelowo – restauracyjnego ma jeszcze sporą część konferencyjno – szkoleniową. To tyle reklamy. Jest jednak coś, co mnie w „Chochołowym Dworze” wielce zadziwiło. Otóż na poziomie minus jeden mają tam zgrabny i uroczy pub. Przybytek ten nazywa się „Harley Davidson Pub”. Jak zobaczyłem szyld z tą nazwą, od razu załzawiły mi się oczy, gdyż pomyślałem sobie, że dobry Bóg czuwa jednak nade mną w Niebie i świadomy mojego zawodowego trudu oraz znoju, postanowił w nagrodę uraczyć mnie miejscem akuratnym: w sam raz dla mnie – żebym se dychnął po robocie. Więc oczywiście zanim jeszcze się robota zaczęła, postanowiłem wybadać o co kaman i zawitałem do tego pubu celem oblookania czy rzeczywiście nazwa jest adekwatna do wystroju i charakteru miejsca. No i jest tam tak: na postumenciku stoi skuter Vespa, zbyt niskie hokery mają siedziska stylizowane na motocyklowe siodła, odkapki na piwo są firmowe z HD, w korytarzu na ścianie wiszą dwie HD reklamy, a w toalecie jest fototapeta, na której widać dwie Electry przemierzające amerykańskie bezdroża. I już… I tyle wystarczy, by motocyklowa nazwa pubu mogła się obronić w temacie adekwatnego wystroju wnętrza. Reszta serwisu jest oczywiście na najwyższym poziomie: obsługa nie marudzi i dzielnie znosi, kiedy DJ wie jak podjarać towarzystwo i zapodaje „Ona tańczy dla mnie”, piwo jest świeże, a żarcie naprawdę świetne. Ale nie w tym rzecz. Rzecz otóż w tym, że ktoś wpadł na pomysł, żeby zlokalizowaną w podziemiach hotelu knajpę nazwać „po motocyklowemu”. Pierwsze pytanie, które się domaga odpowiedzi brzmi „po co?”. A innymi słowy: czy motocyklowo nazwany pub jest w stanie przyciągnąć więcej amatorów niż pub nazwany niemotocyklowo? A może to motocyklowa nazwa pubu realizuje jakieś ukryte marzenia, a może pasję właściciela? A może po prostu ten motocyklowy marketing wydaje się właścicielowi bardziej cool od na przykład jakiejś „Tropicana Club” czy „Fantasmagoria Drink Bar”? Możliwe, że odpowiedź jest prostsza niż się wydaje – otóż jadąc trasą, przy której leży ten hotel, szybciej zwrócimy uwagę na pomarańczowo – czarne reklamy HD niż na jakieś szarobure kolory „Mandaryn Disco”. Możliwe też, że motocyklowy motyw może się kojarzyć potencjalnym klientom z jakimś ekstremalnym wyzwaniem, wolnością wykraczającą ponad przeciętność, ucieczką od przewidywalnej korporacyjnej rzeczywistości. Ucieczką pozorną, ale przecież działającą na wyobraźnię… I skoro ten magnes działa… to czy my, motocykliści, czasem nie powinniśmy się z tego cieszyć? A jakże! Bo to tylko jeden z wielu przykładów na to, jak motocyklowa kultura coraz częściej wpisuje się w naszą. Z chwałą dla tej pierwszej. A swoją drogą: w pubie tym spędziłem miłe chwile w miłym towarzystwie – czy trzeba czegoś więcej?

hd_pub

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.