Don’t touch my motorcycle!

Myślałem, że tylko ja mam takie przygody, w których przychodząc na miejsce zaparkowanego motocykla zastaję siedzącą na nim dziewczynę, która wygina się i mizdrzy do fotograficznego aparatu. Nie dość, że siedzi okrakiem, kręci kierownicą i szlifuje majtami siedzenie, to jeszcze w ogóle nie uważa, żeby konieczne było zapytać właściciela motocykla, czy wyraża na to zgodę. Okazuje się, że jednak nie jestem w tym osamotniony. Właśnie napisał o tym zjawisku Tim Watson, dziennikarz motocyklowego portalu Ride Apart. Wychodząc z knajpy zastał na swoim motocyklu pannę, której jakiś koleś robił zdjęcia. Tenże wychudzony wieszak poinformował go, że jest coś tam coś tam model look i żeby się wyluzował. Na to przytomny dziennikarz zaproponował, żeby mu dała kluczyki od swojego samochodu, w którym z kolei on sobie usiądzie, będzie kręcił kierownicą, naciskał wszelkie możliwe przyciski i zrobi se zdjęcia. Co więcej, da jej nawet uprzejmie znać, kiedy skończy. Najważniejsze, że w odpowiedzi usłyszał: „Ty to śmieszny jesteś. Po co byś chciał to zrobić?” No właśnie. Ot i cała odpowiedź: „Po co?” Po co my motocykliści mielibyśmy się fotografować w samochodach ludzi, którzy chcą się fotografować na naszych motocyklach? Dla nich to jakiś idiotyzm. Niestety tak, jak dla nas siadanie na motocyklu i cykanie sobie fotek. Po co? Żeby pokazać znajomym na fejsie, że się siedziało na motocyklu? Skoro nie jesteś motocyklistą, nie jeździsz na motocyklu, nie podzielasz tej pasji, to po co ci taka fota? To tak, jakbym ja zobaczył gdzieś na ulicy zaparkowany kabriolet i wskoczył do niego w celu cyknięcia sobie zdjęcia. Albo gdybym zobaczył na ulicy jakiś rower. „O jaki fajny rower – podbiegłbym doń podniecony – se siądę, się na nim powyginam, a tego pana co właśnie przechodzi obok poproszę, żeby mnie cyknął moją komórą”. Potem se wrzucę na fejsa i napiszę: „Takie tam… na rowerze”. Naprawdę nie czujecie w tym obciachu?

Albo inna sytuacja – delikatnie mówiąc irytująca. Wystarczy gdzieś na chwilę zaparkować, a już jakiś okoliczny świeży tatuś ze swoim małym zdziwionym berbeciem nas wypatrzy i już pędzi dużymi susami niosąc wystraszone dziecko przed sobą. Już wiem co się będzie działo: tatuś zapragnął przecież sfotografować swojego brzdąca do rodzinnego albumu. Dziecko się wykrzywia na wszystkie strony, ale dzielny ojczulek pakuje go na motocykl. Oczywiście pytanie: „Czy można?” pojawia się dość rzadko, a jak już się pojawi, to raczej traktowane jest jako formalność, jak zwrot grzecznościowy, który nie wymaga odpowiedzi. Motocykliście w takim wypadku pozostaje uprzedzić, że motocykl ma rozgrzane rury wydechowe i może się bachor oparzyć, co oczywiście tatusia w ogóle nie przestrasza. Gdyż chce dodać do albumu ze zdjęciami siedem tysięcy osiemset pięćdziesiąte czwarte zdjęcie dziecięcia. Tym razem na motocyklu. Bo na kominku, na żyrandolu, na krasnalu ogrodowym, na pompie wodnej, tokarce i kiblu już ma i to we wszystkich możliwych konfiguracjach. Raz tylko zaryzykowałem i ojcu sadzającemu brzdąca na moim motocyklu powiedziałem grzecznie: „Dwadzieścia złotych”. Gdyby wzrok tego gościa mógł spopielać, byłbym teraz dryfującymi w powietrzu drobinkami popiołu.

I można w nieskończoność szpecić bak lepiąc na nim ostrzegające przed tych haniebnym procederem naklejki w stylu: „Jeśli dosiądziesz mojego motocykla, to nie dziw się jak dosiądę twoją starą”. Nie ma to żadnego znaczenia, bo ludzie i tak tego nie przeczytają, a jeśli nawet to i tak uznają to za kolejny dowcipny lub nie przejaw motocyklowego stylu, a nie komunikat ostrzeżenie, które ma ich od dotykania motocykla odstraszyć. Innym sposobem jest zamontowanie  zdalnie sterowanego alarmu i odpalenie go z daleka widząc, że ktoś się ładuje na motocykl. Niestety to też nie najlepsze rozwiązanie. W końcu siadają na motocykl zazwyczaj wtedy, kiedy motocyklista tego nie widzi. Po drugie odpalenie alarmu na motocyklu, na którym siedzi akurat jakiś brzdąc może go nieźle wystraszyć. Spadnie, walnie łbem o gorącą rurę i dopiero będzie kłopot.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Don’t touch my motorcycle!

  1. Potf pisze:

    Nic, tylko trzeba zostawiać na siodle gumową kupę. Byleby tylko po powrocie nie zastać dwóch.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.