Co kraj, to motocyklowy obyczaj…

Zacznijmy od złej wiadomości: polskie media już nie wyrabiają normy, jeśli nie znajdą sobie jakiejś sensacji. Nie wystarcza im już byle news. Należy go zatem tak podkręcić, żeby szokował, wnerwiał, budził emocje, polaryzował internetową dyskusję, tworzył zwolenników i zagorzałych wrogów, antagonizował i jątrzył. Gorzej, jak jest posucha. I akurat obsługa skypa przez koleżków Macierewicza już się medialnie zgrała, Hofman nie pokazał ptaszka, Tusk nie pojechał do Peru i nie charatnął w gałę, a Miller nie przywalił w Palikota. Trzeba zatem coś wymyślić. Najlepiej coś strasznego. Tylko żeby było odpowiednio straszne, musi być jakiś publiczny wróg. Hm… kogo by tu teraz?… No dawaj – przecież są ci okropni motocykliści. I w ten oto sposób powstaje super hit TVN24 czyli awantura o motocyklistów, którzy jeżdżą na winkle na trasie Wisła – Istebna. Czytamy w newsie: „Ryk silników i wyprzedzanie ‚na milimetry’ to codzienność właścicieli i klientów pensjonatów pod Kubalonką w Wiśle. Droga łącząca Perłę Beskidów z Istebną jest prawdziwym rajem dla miłośników ekstremalnej jazdy na motocyklu.” Jest sensacja, jest konflikt, są ofiary i są łotry. Oczywiście w artykule nie wypowiada się żaden motocyklista, bo po co? Najbardziej zabawne jest to, że nie wypowiada się też żadna ofiara – poszkodowany właściciel pensjonatu, który z powodu tych wrednych motocyklistów traci klientów. Kto zaś się wypowiada? Oczywiście policja. I co policja robi wobec tego haniebnego procederu, w którym motocykliści bezczelnie śmigają z Wisły do Istebnej? Nie zgadniecie… Otóż troskliwa policja wysyła na te trasę policyjne patrole… na motocyklach. Bo oczywiście te policyjne maszyny nie hałasują… ich silniki działają na pensjonariuszy jak balsam na uszy… I właściwie, tak naprawdę, mamy do czynienia z kolejnym newsem, który powstał w dwóch celach: żeby dziennikarz wyrobił wierszówkę i żeby redaktor się ucieszył z sensacji.

A teraz dobra wiadomość – nie wszędzie na świecie jest tak, że motocyklista to zbrodniarz, zbok i łachudra, którą trzeba rąbnąć w ryj na opamiętanie. W takiej bowiem Australii właśnie ruszyła społeczna kampania reklamowa mająca na celu informować pozostałych użytkowników drogi co może być potencjalnie niebezpieczne dla motocyklisty i powodować motocyklowe wypadki. U nas oczywiście nikt na to nie wpadł. Bo i po co? Przecież za news o tym, że ktoś zrobił kampanię promującą bezpieczeństwo motocyklistów nie da się dostać jakiejkolwiek wierszówki…

Reklama „The perfect ride” przygotowana przez organizację Spokes promującą bezpieczeństwo motocyklowej jazdy w stanie Victoria. (Spokes jest częścią rządowej komisji TACs powołanej do opracowania programu zmniejszenia motoryzacyjnych wypadków):

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Co kraj, to motocyklowy obyczaj…

  1. MocArt pisze:

    Nie jest motocyklistą, ale pozwolę sobie skomentować. News jest rzeczywiście informacją zastępczą, a retoryka policji zdaje się bardzo absurdalna, skoro sami ruszyli na motorach zbawiać trasę od motorów.
    Australii należy pozazdrościć. ale jest to jednak kraj o bardzo wysokiej stopie jakości życia, więc z wiadomych przyczyn jest nam do niego bardzo daleko.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.