Bob Dylan i jego fatalna przygoda z Triumphem T100

Jest piątek, 29 lipca 1966 roku. Stan Nowy York, trasa biegnie niedaleko terenu, na którym trzy lata później ponad pół miliona ludzi zgromadzi się, by wysłuchać koncertów na słynnym Woodstock. Na dwuletnim wówczas motocyklu Triumph T100 wybiera się na przejażdżkę niejaki Robert Allen Zimmerman, dla świata znany jako Bob Dylan. Ten 25 – latek był już znany na świecie od czterech lat, a to głównie za sprawą występu w telewizyjnej sztuce BBC (podczas jego turnee na wyspach) „Madhouse on Castle Street”, której akcja była przerywana jego piosenkami. Tam właśnie po raz pierwszy świat usłyszał „Blowin’ in the wind”. W cztery lata później, właśnie w 1966 r. jest już na tyle znany, że nawet spotyka się z masowym protestem, kiedy „zdradza” folk, dla wspólnych występów z muzykami rockowymi. I właśnie taki występ czeka go kilka dni później – w sobotę 6 sierpnia ma zagrać koncert razem z The Hawks na stadionie Yale Bowl w New Heaven w Connecticut. Nic nie wskazuje na to, że koncert mógłby się nie odbyć. Jednak coś idzie nie tak, bo przejażdżka jego ulubionym Triumphem nie kończy się szczęśliwie. Oficjalna wersja, ogłoszona trzy dni później w mediach, wskazuje jako przyczynę wypadku zablokowanie się hamulców. Oczywiście późniejsi biografowie Dylana będą podawali różne wersje tego co się mogło stać. Jedni napiszą, że oślepiło go słońce i stracił panowanie nad motocyklem, drudzy, że ujechało mu tylne koło na plamie oleju, a jeszcze inni, że zawinił brak motocyklowego doświadczenia. Oczywiście ci ostatni są wyjątkowo wredni, ponieważ powszechnie wiadomo, że Bob Dylan był wyjątkowym entuzjastą motocykli i to od wielu lat. Pierwszego Harleya (model RL 45) kupił w wieku trzynastu lat. I od tego czasu z motocyklami się właściwie nie rozstawał – często też opowiadał, że to jego podstawowy środek komunikacji.
dylanBob Dylan na swoim Triumphie T100

Niezależnie jednak od tego co tak naprawdę wydarzyło się na Striebel Road w okolicach Woodstock, ważne jest to, że do dzisiaj wielu fanów i biografów Dylana dzieli jego twórczość oraz artystyczną drogę na okres przed i powypadkowy. Odwołanie koncertu na stadionie Yele Bowl to w rzeczywistości nie jedyna artystyczna konsekwencja wypadku. Sam Dylan, oprócz wielu zadrapań, doznał złamania kilku kręgów szyjnych. Rekonwalescencja trwała kilka tygodni. Jednak to nie wszystko, bowiem po wypadku Dylan, ku rozpaczy fanów, postanawia wycofać się z rockendrollowego życia. W ciągu kolejnych ośmiu lat zagra jedynie cztery koncerty. Sam powiedział o tym tak: „Ten motocyklowy wypadek był dla mnie jak przebudzenie. Po prostu zdałem sobie nagle sprawę, że tak naprawdę pracuję na utrzymanie tych wszystkich pijawek i że nie chcę dalej tego robić. Przecież miałem rodzinę – zapragnąłem poświęcić więcej czasu moim dzieciom”. Wielu znawców jego twórczości twierdzi, że „powypadkowy” okres stworzył zupełnie nowego Dylana. Jego muzyka i teksty stały się bardziej osobiste, bardziej głębokie i refleksyjne. W 1985 r. w wywiadzie dla „Spin Magazine” powiedział: „W tym moim motocyklowym wypadku złamałem kręgi szyjne i miałem wstrząśnienie mózgu. Ale nie to mnie postawiło na nogi. Nagle zobaczyłem rzeczy z innej perspektywy. Zrozumiałem, że nie chcę tak dłużej żyć. Postanowiłem wtedy wszystko zmienić”.  A w 1979 roku w wywiadzie dla amerykańskiej edycji „Playboya” wyznał: „Wiesz, czasem jesteś zbyt blisko czegoś, by dokładnie to zobaczyć. I musisz od tego uciec, by móc to zobaczyć z właściwej perspektywy. Ten wypadek na motocyklu właśnie to mi umożliwił”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.