Biker Babes…

Lata czterdzieste XX weku. Pojawia się zupełnie nowy rodzaj fotografii, której zadaniem jest podkręcić sprzedaż gazet: pin-up. Generalnie i w telegraficznym skrócie chodzi o roznegliżowane zdjęcia ładniutkich dziewcząt, które zostaną docelowo przypięte do ściany (pin-up) warsztatu, garażu czy innego siedliska facetów, znudzonych przebywaniem z innymi facetami. Mechanicy, ślusarze, tokarze i inni twardziele wieszali sobie na narzędziowych szafkach czy też ścianach plakaty z półgołymi laskami, żeby jakoś przetrwać harówę dnia codziennego i od czasu do czasu zawiesić wzrok na czymś, co jest odrobinę bardziej interesujące niż wahacze, rozrządy i gaźniki. W ten sposób wiele gazet znalazło prosty sposób na gromadzenie stałych i wiernych czytelników. Ale czas biegnie nieubłaganie, świat się zmienia i przestrzeń pin-up girls wraz z nim.

motorcyclebabesPamiętam, jak jakieś trzy lata temu zmuszony awarią czegoś tam w Oplu (nie dbam o samochody, nie mam pojęcia co to było i póki co, nie chcę mieć) trafiłem do pewnego polecanego serwisu, gdzie  zaraz po wejściu wzrok napotykał na olbrzymi plakat (jakieś 4 x 6 m) ślicznej panny w pozycji, że tak to delikatnie ujmę anatomiczno – ginekologicznej. Szczegóły zaś tej anatomii były tak ogromne, że gdzie by nie spojrzeć, nie dało się ich nie widzieć. Pan właściciel warsztatu dostrzegłszy moje zdezorientowanie przytłaczających rozmiarów łechtaczką, szturchnął mnie łokciem w ramię i zagadnął przyjaźnie: „Fajna, nie?” „Jakaś taka duża…” – odparłem nieśmiało. „No” – przytaknął przeszczęśliwy, że doceniłem poziom zamierzonego rozmachu. I wtedy właśnie skumałem prawdziwą siłę warsztatowego pin-upu, który ma za zadanie dać chwilę wytchnienia i tak potrzebnej zadumy dzielnym mechanikom w ich znoju i trudzie.

I cała ta historia przypomniała mi się niecnie, kiedy zupełnie przypadkiem (no jasne, że przypadkiem) trafiłem na internetowy serwis dla motocyklistów, który wprawdzie publikuje materiały nie pierwszej, a czasem i nie drugiej świeżości, ale któremu się jeszcze nie zdarzyło, by cotygodniowa rubryka „Biker Babes of the week” pojawiła się choć z najmniejszym opóźnieniem. I co by tu nie powiedzieć, rubryka ta zdumiewa. Otóż jest prowadzona z żelazną konsekwencją: fotografowane modelki są zawsze w strojach kąpielowych (sorry, nie ma nawet pół cycka), wysokość ich szpilek przewyższa zazwyczaj prześwit motocykla na zdjęciu i co najbardziej zastanawiające: na większości zdjęć panny dosiadają motocykla tyłem do przodu. Może się czepiam, ale jeśli miałbym stwierdzić czy  bardziej podoba mi się w pełni ubrana motocyklistka (prowadząca motocykl czy też podzielająca motocyklową pasję w roli pasażera), czy właścicielka skąpego bikini, którą z motocyklem łączy jedynie fotografia, to… to przecież od razu gęba się śmieje do tej pierwszej. Kiedy zaś patrzę na te fikuśnie pozy „pseudo motocyklowych” modelek, to mam ochotę podpowiedzieć: „Wiesz skarbie, akurat motocykl jedzie w te stronę, która zaczyna się kierownicą, a jak się już zorientujesz, że źle siedzisz, to spróbuj się skupić i zastanowić, czy po odkręceniu manetki w takim stroju się nam czasem nie przeziębisz?”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.