Aleja wielkich motocyklistów. Częśc 1: Putt Mossman

Pomyślałem sobie, że blog to w sumie niezłe miejsce, by od czasu do czasu upamiętnić wielkie, motocyklowe nazwiska – ludzi dzisiaj zapomnianych, którzy wykorzystując swoje pięć minut sławy, zwrócili oczy świata na potencjał „dwóch kół”. Na pierwszy ogień wybrałem zadziwiającego osobnika: Putt Mossnam – był największym motocyklowym kaskaderem pierwszej połowy dwudziestego wieku. Ba… są nawet tacy, którzy sądzą, że do dzisiaj nikomu nie udało się pobić mistrza. Powiedzielibyśmy o nim dzisiaj: człowiek z mchu – starając się odcyfrować znaczenie jego nazwiska. Jednak mech kojarzy się z czymś delikatnym, wręcz puchowym. Zaś bohater niniejszego wpisu raczej do ludzi delikatnych nie należał. Możemy go zaliczyć bardziej do grona twardzieli, którzy pokochali motocykle i pokazali światu, że za ich pomocą można wyczyniać rzeczy naprawdę niestworzone.
Urodził się 8 lipca 1906 roku w małej wsi Eldora w stanie Iowa. W wieku dwudziestu lat kupił swój pierwszy motocykl i kiedy jechał na nim do domu wprost ze sklepu, zauważył idące ulicą dwie urodziwe damy. I to właśnie dla nich wykonał swój pierwszy motocyklowy numer – w trakcie jazdy stanął na siodełku, otrzymując od zachwyconych pań gromkie brawa. Rachunek wydawał się prosty – opanowanie motocyklowych sztuczek oznacza raczenie się wdziękami urodziwych, a swawolnych panien. Gra zdawała się warta świeczki, skoro niedługo po zakupie motocykla młody Putt postanowił na oczach ciekawskiej gawiedzi przeskoczyć motocyklem przez pobliską rzekę. To, że mu się udało, nie było tak ważne jak to, że za ten występ udało mu się zebrać spore honorarium. Od tego momentu było jasne, że będzie zarabiał na życie, pokazując motocyklowe sztuczki.

W krótkim czasie ambitny kaskader opracowuje kilka autorskich sztuczek: w trakcie jazdy stawia drabinę na tylnym siodełku i wspina się po niej, jednocześnie nie tracąc panowania nad motocyklem, przeskakuje baseny, wskakuje do wody, jeździ po szkle lub płonących drewnianych żagwiach. mossmanWszystko oczywiście wśród aplauzu tłumu. Mossman okazuje się również zdolnym PR-owcem: przed każdym występem (nawet w największych pipidówach) odwiedza starannie wszystkie prasowe redakcje, bratając się z miejscowymi pismakami. Za to kochają go tak wielce, że poświęcają jego występom w swoich gazetach całe strony. Ale jego sława szybko przekroczyła granice Ameryki. W 1930 roku znany był już na całym świecie i skwapliwie z tej sławy korzystał. Stworzył program „Putt Mossman & Motorcycle Rodeo Circus”, z którym odwiedził 45 krajów. W samej tylko Japonii show obejrzało 80 tys. ludzi, z młodym cesarzem na czele. Po wojnie, którą odsłużył w marynarce, swoje pokazy prezentował już coraz rzadziej. Jego głównym zajęciem była praca motocyklowego kaskadera w Hollywood. I co najdziwniejsze – klątwa tego zawodu, na skutek której kaskaderzy żyją wyjątkowo krótko, bo padają, jak muchy w kolejnych nieudanych numerach, akurat jego ominęła.

mossman2Dożył 88 lat (co jest chyba największym kaskaderskim rekordem wszechczasów) i zmarł dopiero w 1994 r. Do dzisiaj jego biografowie uznają, że jego prawdziwy charakter oddaje pewna historia z 1935 roku, kiedy płynąc statkiem do Japonii napotkał sztorm, jako jedyny wyszedł na pokład, by podziwiać, jak kadłub statku wbija się w potężne fale – cała reszta pasażerów, wraz z załogą, w tym czasie rzygała w kajutach. Kiedy potem będzie opisywał to wydarzenie w wywiedzie dla magazynu „Motocyklista” powie: „Na szczęście los pozbawił mnie motocyklowej monotonii zwykłego skrzyżowania. I za to jestem mu wdzięczny!”

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.